wtorek, 23 stycznia 2018

Czas się odezwać

W końcu, w końcu znalazłem chwilę żeby napisać co się u nas dzieje. A dzieje się dużo, bardzo dużo i nic dobrego - niestety.

Od tamtego tygodnia jesteśmy całymi dniami w rozjazdach. Praca - dom - szpital - spanie i od nowa praca - dom - szpital - spanie. Wszystko zaczęło się dokładnie tydzień temu, z poniedziałku na wtorek, kiedy to moja matula postanowiła na własnym organizmie przetestować doznania niczym z filmu Stevena Spielberga - bliskie spotkania trzeciego stopnia.

Widząc później pobojowisko, krew na ściana i posadzce, mogę stwierdzić to był cud, że się nie zabiła. Szczęście w nieszczęściu, że skończyło się na złamaniu ręki, nogi, nosa i potłuczeniu kiedy runęła w domu ze schodów.

Jednak za nim o tym wszystkim się dowiedzieliśmy to czekała nas nerwówa na SORze i oczekiwanie na wyniki badań. Wielka niewiadoma to nerka (przeszczep). Czy nie ucierpiała? Czy pracuje? Co z głową? Krwiak? Pęknięcie? Wstrząśnienie? Siedzi człowiek na poczekalni i... uspokaja ojca bo to panikarz - opieprz już w aucie dostał bo albo się opanuje, albo ja kieruję, użeranie się z chamem cieciem - w końcu nie wytrzymałem i go również opieprzyłem, że jak w domu głosu nie ma to niech się tutaj nie wyżywa.

Wreszcie są wyniki prześwietleń. Ojciec wcisnął się na salę dla chorych i rozmawia z matulą. Później kolejna interwencja, bo jak matula leżała od trzeciej w nocy na SORze tak po ósmej nadal leżała i nikt się nią nie interesował.

Dopiero około dziewiątej trafiła na ortopedię i tutaj kolejna maniana, bo jak lekarz dowiedział się, że matula po przeszczepie to nie wiedział co robić. Jakby z trędowata miał do czynienia. Znowu bieganie (tym razem ojciec) i tłumaczenie, że leki muszą jej podać przeciw odrzutowi bo jest po przeszczepie. Matula przytomna, tłumaczy lekarzowi czego, kiedy i ile bierze. Lekarz doope zawinął i poszedł a czas leci. Leki przywiezione z domu leżą.

W końcu zjawia się nefrolog, który matkę kierował na przeszczep. Określa dawki, eliminuje część leków od ciśnienia bo doopa kardiolog za duże dawki ustalił i stąd te zachwianie równowagi i lądowanie na półpiętrze.

Jak to wszystko piszę, to przypominają mi się ostatnie zmagania Pantery i jej mamy, ehhh. Czasami to przydałby się karabin.

17 komentarzy:

  1. No i co ja mam Ci napisac? Mam nadzieje ze z mama codziennie bedzie tylko lepiej ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest lepiej, już na drugi dzień było lepiej. Teraz tylko czekamy na operację bo rękę i nogę trzeba poskładać operacyjnie.

      Usuń
  2. Makabra ! Jest mi przykro, że taki wypadek przytrafił się Twojej Mamie i , że nasz służba zdrowia byle jak działa. Mam nadzieję, że już jest coraz lepiej z Mamą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nasza służba zdrowia to lepsza jak epidemia. Ma lepszą siłę selekcji osobników słabych.

      Usuń
  3. Moja mama zmagala sie z sorem jeszcze w zeszlym roku, a podobno od tego roku jest jeszcze gorzej. Naprawde bardzo wspolczuje.
    Mama tez byla bez lekow, a bierze na serce. I tez nikogo nic nie obchodzilo.
    Nie wiedzialam, ze Twoja Mama jest po przeszczepie. Zycze Jej szybkiego powrotu do zdrowia, ale przygotujcie cale naklady cierpliwosci i szukajcie znajomosci, zeby jakos Ja leczyc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajomości zero niestety. Może i lepiej bo jak poszła do kardiologa - po znajomości - to wylądowała na ortopedii połamana. Tak miała przeszczep w 2016 r. dałem wtedy znać na FB, że jestem w Krakowie w szpitalu.

      Usuń
  4. Co za popierdzielony początek roku. U każdego, jak okiem sięgnąć, jakieś pseudoatrakcje i wszystkie makabryczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiem bo się opuściłem w czytaniu blogów. Trzeba nadrobić zaległości tylko wieczorem zasypiam jak małe bobo.

      Usuń
    2. Może nie widać tego na blogach, ale u mnie i w moim bezpośrednim otoczeniu pizga złem raz za razem.

      Usuń
    3. Wędkarz mówi, że dobrze to już było. Ehhh.

      PS. Podesłać kieszonkową bazukę?

      Usuń
    4. Nie podsyłaj. Nawet nie ma do kogo strzelać, chyba że w niebo - ale i tam nikogo nie ma.

      Usuń
  5. Życzę twojej mamie szybkiego powrotu do zdrowia!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. To się narobiło.... Życzę zdrowia Twojej mamie, a Wam dużo cierpliwości.... Na temat pierdolnika w zdrowiu nie będę się wypowiadać. Jedna wielka niemoc.
    Dziwnie się ten rok zaczął, nic dobrze i gładko nie idzie, wszystko takie wyrzygane... Że się tak obrazowo wyrażę....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Mnie dopadła do tego infekcja górnych dróg oddechowych.

      Usuń
  7. Z lekka przerażające, chociaż, pewnie nie powinno mnie dziwić, bo z ojcem spędziłam mnostwo upojnych chwil na SORze. Nic jednak nie przebije chwili, kiedy odwołali operację na którą długo czekał, i przy pełnym korytarzu ludzi oznajmili nam, że ludzi z zaawansowanym delirium nie mogą operować. To delirium okazało się być niedocukrzeniem, bo lekarze zapomnieli, że ojciec ma cukrzycę i 1,5 doby bez jedzenia musi się skończyć źle. Takie tam...heheszki lekarzy.
    Życzę wszystkim zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot nasza służba zdrowia. Matula 11 dni czekała na operację. Jeszcze coś napiszę na ten temat ale na razie mnie rozłożyło choróbsko.

      Usuń

Dzięki!!!