Strony

piątek, 20 października 2017

Sobota czternastego

W poprzedni piątek rozmawialiśmy z Panterą, na Messenger'ze, na temat łódzkiego street artu Marka Jenkisa. Gościu zamontował kukły facetów z dziurami w klatce piersiowej i poumieszczał na placu, który odwiedzaliśmy razem z Panterą podczas wrześniowego spotkania.

Pozostawmy kukły i wróćmy do naszej rozmowy, która zeszła na tematy mojego dziergania bloga a dokładniej złośliwości rzeczy martwych. Pantera skwitowała krótko, że to uroki piątku trzynastego.

Takim malowniczą animką Pantera skwitowała
piątek trzynastego.
źródło: kllik

Jednak dla mnie ten dzień był zazwyczaj dniem neutralnym, czasami szczęśliwym, bardzo rzadko pechowym. Inaczej sprawa tyczyła się kolejnego dnia czternastego Zazwyczaj w tym dniu obrywałem pałę w szkole czy działo się coś niedobrego.

źródło: klik

Tym razom tradycji stało się zadość. 
Pierwszy o czternastym przypomniał mi smarkacz, który za cholerę nie chciał się zablokować. Wciskałem blokadę fona a on tylko ściemniał ekran i przy wybudzeniu nie wołał kodu czy zwykłego przesunięcia po nim palcem. O żądaniu odcisku palca nie wspomnę, chociaż miał ustawiony skan linii papilarnych - takie zabezpieczenie. W sumie w doopie to miałem bo był weekend, gorzej w poniedziałek - w tyrce telefony muszą być zablokowane inaczej ciekawscy w nich grzebią. Pomógł reset ustawień.

Niestety to nie był koniec atrakcji.

Mistrzostwo w byciu upierdliwym należy się naszej nowej pralki. Pralka jest z tych mądrzejszych i waży rzeczy a następnie dobiera ilość wody i czas prania. Tym razem w czeluści pralki trafił chodnik łazienkowy. Pranie przebiegało bez zgrzytów, nie to co u Pantery, jednak kiedy doszło do wirowania nastąpił zonk. Przez półtorej godziny układała ona pranie (chodnik) i nie chciała wirować. Wyłączanie, poprawianie prania, zmiana prędkości wirowania na nic się zdawały. Nawet filtr rozkręciłem i wyczyściłem, chociaż był czysty. Nic, zero poprawy. Mokry chodnik trafił na suszarkę i groziło mu bardziej zgnicie niż wyschnięcie.

A w niedzielę.
Pralka go odwirowała bez zająknięcia. Za nami kolejne prania i zero zgrzytów.

Na zakończenie dnia kolejna niespodzianka. We wannie popsuł się syfon półautomat.


źródło:klik

Zasada działania jest prosta. W sitku przelewowym znajduje się pokrętło (u góry na zdjęciu). W momencie przekręcenia go korek (na dole zdjęcia) opada i otwór wanny się zamyka.

Tak to wygląda po zamontowaniu we wannie
źródło: klik

Musiało coś się stać z linką (czarna przewód na zdjęciu u góry). Na razie kupujemy zwykły korek. Sekcja wanny wymaga wymontowania szafki i umywalki oraz wyciągnięcia wanny z zabudowy. Za tydzień przyjeżdżają goście i rozpierducha szykuje się na później.

No więc widzisz Panterko, że czternasty zawsze potrafi nas dopieścić i jak się wali to na całego.

6 komentarzy:

  1. Ja tam mam zwykly gumowy korek na lancuszku, za ktory pociagam, gdy chce spuscic wode z wanny. A nie jakies tam automatyczne wypasy, co to jak sie zepsuje, to trza pol lazienki rozbierac celem reperacji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzyliśmy na takie, łańcuszek jak łańcuch od krowy. Ocynk taki, że po pierwszym zamoczeniu zardzewieje. Korek jak z lat 60. Więc kupiliśmy takie coś.

      Usuń
  2. Mnie czternasty (sobota!) dopieściła porodem :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki!!!