środa, 28 czerwca 2017

Jak ten czas leci

Nie wyrabiam. Czas zapiernicza i nie wiem kiedy zrobił się koniec miesiąca. Za dużo, za dużo tego wszystkiego na głowie. Słodka, jak zwykle suszy mi głowę, że w domu nic nie robię, a ja nie mam jak. Wychodzę do tyrki rano, wracam po południu. Obiad, mycie garów, pies, lekki spad pospacerowy, siusiu, mycie i spanie. I tak piać od nowa od poniedziałku do piątku.

Ostatni przedwakacyjny tydzień to jedna wielka gonitwa pcheł.
W tyrce myśl za wszystkich. Tysiące telefonów z Szefu, tysiące zapewnień i jak co do czego doszło to Szefu wylatuje z zapytaniem zrobiłeś już - a sam zapewniał, że wszystkim się zajmie. Piorytet szefostwa - ja mam ten palec od roboty - ty robisz to a ty to.

Dopiero ten tydzień wygląda spokojniej, spokojniej bo w tyrce zjawiam się o 5:30 i zanim reszta gwardii dobije to najpilniejsze sprawy mam już ogarnięte. Potem jest czas na bieżące sprawy na gwałt. Jedyne dobre tego wcześniejszego zjawiania się to wcześniejsze wyjście. A w domu jest czas na przeczytanie kilku stron książki.


A tak w ogóle to rozpoczęły się wakacje i... oby do urlopu.

2 komentarze:

  1. Kto to w wieku doroslym liczy czas od wakacji? :))) Nas wakacje juz dawno nie dotycza. Kiedy jeszcze bestie sie uczyly, bylam na biezaco z terminami ferii letnich (tu sa "wedrujace", kazdego roku inaczej), a teraz nawet tego nie wiem, ale wyczuwam, bo mniejsze korki w miescie. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie dotyczą, taka praca. Wiem kiedy zaczynają się wakacje, ferie zimowe, ile trwa rok szkolny - to wszystko muszę wiedzieć. W tym Się pracuje to się wie.

      Co do korków to we wakacje miasto wymiera. :D

      Usuń

Dzięki!!!