poniedziałek, 19 grudnia 2016

Ubrana

Dzisiaj, jak co roku, wytaszczyłem z piwnicy wielgaśny karton. Lekko się zasapałem transportując go od od poziomu minus jeden do poziomu plus jeden. W sumie dwa piętra, dwa piętra akrobacji bo nieporęcznie się go niosło.

W drugim zejściu do piwnicznej izdebki dołączyła Słodka. Teraz mniejsze kartony wydobywałem z drewnianych, wysokich i głębokich półek. Tworu, który powstał za czasów dziadów Słodkiej.
Delikatnie podawałem Słodkiej kartony, bacząc, aby niczego nie wywalić. Jeszcze kilka akrobacji i kłódka zadźwięczała podczas zamykania drzwi. Ostatnie kilka metrów człapania i już w domu wita nas Lizak. Niestety poziom piwnicy jest dla niego niedostępny, wszędzie pełno rozłożonych trutek a z Lizakiem nigdy nic nie wiadomo. Chwila nieuwagi i nieszczęście gotowe.

Zanim powróciłem z lizakowego spaceru, Słodka rozpakowała pierwszy karton i kończyła rozkładanie i układanie modelki. Teraz ja, niczym Elektron, zacząłem swoje testy na wężach. Rozplatałem je i zaplatałem ponownie na rolkach ze starych gazet aby łatwiej owinąć nimi, wężami nie gazetami, modelkę. Jeszcze chwila, mała korekta, bo oczywiście wąż skończył się z przodu a nie z tyłu, i dla mnie laba.
Reszta pracy w rękach Słodkiej.
Jak dobrze, że rozumie ona mój wstręt do tej czynności. Wstręt, który narodził się jeszcze za czasów dzieciństwa. kiedy to na siłę Wędkarz i Zaczytana zmuszali mnie do zabawy z modelką. Czasami rodzice to potrafią dziecku zrobić dobrze próbując uszczęśliwić go na siłę.

Jednak Słodka uwielbia zabawy z modelką.
Pamiętam dzień kiedy owa modelka zawitała do nas. Słodka do dziś cieszy się, ze spełnionego marzenie  z dzieciństwa - marzenia o modelce 210 cm.
Jak zwykle moment pojawienia się jej u nas to wielki przypadek. Jakaś dodatkowa kasa, nie pamiętam już skąd. Poszukiwania w sklepach, jęki zawodu, poszukiwania na aukcjach, telefony, kurier i w ciągu jednego dnia zawitała do nas.

Ostatnia wisienka na torcie należy do mnie. Ponownie rozplatam węże tym razem boa. Segreguję je od najcieńszych do najgrubszych, później kolorami. Aby już po chwili oplatać nimi modelkę. Minuta pięć i lśni w futrzanym blasku węży boa.

Jeszcze tylko sprzątnąć kartony, tym razem wędrują one na strychu. Za miesiąc znów będą potrzebne a nie uśmiecha mi się latać za nimi do piwnicy. Kiedy minie okres świąt trzeba będzie rozebrać choinkę ze świecidełek, łańcuchów, bombek i przetransportować ją z powrotem, zapakowaną w kartony, na drewnianą półkę w piwnicy.

14 komentarzy:

  1. Az scierplam, od samego czytania i uffffnelam przy koncu, a tu widze, ze do konca jeszcze daleko... Pewnie na trzech kroli 'cza' poczekac. :)))) Dziwie sie Wam, doroslym, ze Wam sie chce! A moze jednak zazdroszcze?
    Nam w ciagu 20 lat, raz tylko zachcialo sie choineczki. Przez 19 lat nastepnych ciagle znajdowalismy po niej igliwie (mimo dwoch duzych remontow). Dopiero przeprowadzka uspokoila wspomnienia. Choinka rosnie nam na zewnatrz, widac ja przez okno na tle swiatel sasiada. Widze, ze mam dobrego sasiada (nic niee musimy rozwijac ani zwijac). Za to w srodku mam swieczniki o siedmiu swiecach...(elektryczne, ledowe). Sama nie wiem dlaczego nie 5 lub 10? Siedze sobie i zachwycam sie ich blaskiem...
    Magicznych swiat pod choinka zycze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za życzenia. No chciało się nam i ubraliśmy nieżywą choinke. Raz jedyny mieliśmy prosto ze szkółki i igliwie zgarnialem z dywanu i całej klatki schodowej w bloku.

      Usuń
  2. No proszę, jaka ja skuteczna jestem! Ledwo ponagliłam i już jest nowy tekst!

    OdpowiedzUsuń
  3. O nie!!! Wywleklam z piwnicy juz ubrana miniaturke i akcent jest. Nie zebym tak chciala akcentowac, ale poszlam po cos innego i tak przy okazji ja zabralam.
    Nie ma swiat, sa trupy i beda nastepne. Jest zaloba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet miniaturki nie zamierzam wywlekać. Mam w nosie chujanki i inne bzdety.
      Czytałam o tych trupach. Ciekawe, czy się ktoś w końcu opamięta?

      Usuń
    2. Dopiero dzosiaj rano przeczytałem o tragedii w Berlinie. Nie ogladam tv więc nie wiem co i jak.

      Usuń
  4. Chujinka... A mam, mam. Z pół metra ma może, z pudełka wyjęłam, otrzepałam, postawiłam i jest :-) Po świętach zgniotę, do pudełka z powrotem schowam i będzie se czekała do następnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mieliśmy takie maleństwo ale Słodkiej marzyła się taka wielka.

      Usuń
  5. Haha, podoba mi się. Będę zaglądał często. :D

    Zapraszam do mnie: http://keeganab.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. ja to jakos nie mam checi ubierania i rozbierania, w tym roku u mnei modelki nie ma wiec nie ma źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie chęci ma Słodka. Mnie tam lata koło świerka.

      Usuń

Dzięki!!!