niedziela, 13 listopada 2016

Z ołówkiem w ręku

No i się spieprzyło, a mowa o finansach oczywiście bo cóż innego mogło by być nie tak. Siedzimy ze Słodką i debatujemy, myślimy, przeliczamy i nic nie wskazuje na to, że rozwiązanie jest blisko. Jakiekolwiek plany wzięły w łeb a i bieżące sprawy-rachunki to wielki znak zapytania.

Widać taki to już mój los, że na nic się mają jakiekolwiek planowania. Spieprzyło się po całości. Miasto Łódź mówię ci do widzenia.

Zero pomysłów. Ja, który z największego goowna potrafiłem wypłynąć z uśmiechem na ustach i tysiącem rozwiązań. Wypaliłem się. Czuję się zmęczony ciągłym myśleniem jak przetrwać kolejny miesiąc, zapłacić rachunki, raty do banku. Nie lubię o tym rozmawiać, Słodka nie potrafi tego zrozumieć, że zamiast paplać i robić kolejne psychologiczne testy to wolę działać. Tylko jak działać w tym mieście gdzie ręka myje rękę. Nic w tym emerytalnym ekosystemie się nie przyjmie bo nic tu ludzi nie interesuje. Do tego życzliwi potrafią popsuć pomóc w zamknięciu drzwi, dzięki którym mógłbym prowadzić kolejne projekty.

Przy telefonicznych rozmowach trafiam na ścianę. Ostateczna rozgrywka czeka mnie w środę. TAK albo NIE? Nie interesują mnie kolejne gdybania i zapewnienia. Chcę wiedzieć na czym stoję.

Słodka również jeździ na rozmowy, wysyła cefałki  i doopa. Zero. Nic. Każdy szuka dwudziestolatki z dwudziestopięcioletnim stażem pracy. Sama się ogłasza, szuka zleceń i też cienko. Zaczyna wariować i stwierdza, ze do niczego się nie nadaje.

Jakiekolwiek ekstremalne rozwiązania (własna firma) hamuje świadomość, że możemy liczyć tylko na siebie i za jakiekolwiek potknięcie zapłacimy tylko my. Ciężko kiedy najbliżsi mają wszystko poniżej paska od spodni. Wyfrunąłeś z gniazda to rób jak uważasz. Szkoda tłumaczyć.

Jak widać pozostaje ostateczna ostateczność. Wyjechać z tego miasta, kraju.

A może sprzedać nerkę?

11 komentarzy:

  1. Wyjechac? Ale tylko do pracy, mieszkac w kraju. Taniej i pewniej. Doroslosc czasem jest uperdliwa ale czasem jest jakas perspektywa spadku lub cos takiego (rodzina na obiad lub na imeniny zaprosi, do wspolnego zdjecia). :D
    Mocnych nerwow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak z tym wyjazdem tylko my możemy liczyć tylko na siebie. A rodzina to temat rzeka.

      Usuń
  2. Ciezko powiedzieć, moim zdaniem bardzije z miasta jak z kraju, w UK też już tak fajnie z pracą nie jest jak było kiedyś...JA wracam do polski i mam nadzieję, że coś ogarnę... P.S. Nie wiem czmeu ale Twoje komentarze od kilku notek podwójnie mi wskakują

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UK nigdy mnie fascynowało, jeśli już to wyjazd do Mimców. Co do komentarzy to wina komórki, to ona dwa razy wysyła, ale jyż chyba wiem dlaczego.

      Usuń
    2. Akuratnie o Nimcach się nie wypowiem, bo nigdy nie byłam, jedynie przejazdem, Ale jak język znasz to czemu nie chociaż z drugiej strony tam pełno teraz Jemigrantów..

      Usuń
    3. No niestety jezyka nie znam, ale zamierzam zacząć naukę.

      Usuń
  3. Przykro. Nerki nie sprzedawaj, może się kiedyś przydać.
    Polska to jest dziwny kraj...

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety, znam ten ból wysylania, wysyłania i czasem pojechania na rozmowę i doooopa.
    A jak Ci się dzisiaj udało?
    U nas też ręka rękę, ale ze względu na inwestycje, sytuacja trochę się zmieniła. Wiadomo - urzędy, szkoły, to po znajomości, ale gdzie indziej to już niekoniecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas stanowiska urzednicze to jak za księcia Piasta - z ojca na syna. Same dynastie he he he. U Ciebie coś sie dzieje u nas miasto zamiera.

      Usuń
    2. To wbijajcie do nas :)) Dojazd nader dogodny w tej chwili jest - pociągiem :)

      Usuń

Dzięki!!!