wtorek, 13 września 2016

Analfabetyzm komputerowy czyli ludzie z łapanki ulicznej

Ufff, wreszcie się ogarnąłem i mam chwilę czasu na dziergnięcie kilku słów. W sumie od wczoraj biorę się, nie za bary, a za temat. Jakby nie było to otarłem się o niego dość mocno a nawet obdzwoniłem srogo. Ach ta technologia

Czy znane jest wam określenie budżet obywatelski? Wiecie jak i z czym to się je? Ostatnio jest moda na taką inicjatywę, aby to mieszkaniec danej miejscowości mógł zadecydować (podczas głosowania na zgłoszone projekty do realizacji) na co ma być przeznaczona określona pula pieniędzy z budżetu samorządu.

Sam mam mieszane uczucia co do takiej idei. Z jednej strony jestem za, otrzymuję prawo głosu a zarazem mam wpływ na to co się dzieje w mojej miejscowości. Z drugiej strony odbieram to jak mydlenie ludziom oczu i uciszanie plebsu jak za cesarza rzymskiego, ot takie igrzyska rzymskie. Kolejna strona medalu, już trzecia - zdolny jestem, to same projekty. Ludzie to jednak mają parcie na szkło i kicz goni kicz. Z prawie setki projektów, po gryzipiórkowym przesiewie, na palcach jednej ręki można wyliczyć te, które coś wnoszą.

Powróćmy jednak do meritum dzisiejszego wpisu analfabetyzmu komputerowego i takiej scenki.

Rozmowa telefoniczna nr 1: Szef z Balum Balum i Dziunia z Balum Balum.
Mamy problem, Internet przestały działać.
- To nie możliwe, dwa dni testowaliśmy łącze i było ok.
- Hmm... to ja dam Panią to powie co dokładnie się dzieje.
W dali słychać: no to ko będzie rozmawiał?, kto czuje się na siłach?
Po chwili...
- Bo wie Pan, rano Internet był a teraz wyskakuje błąd.
- Proszę sprawdzić kable, bo może przez przypadek się rozłączyły. Wystarczyło machnąć nogą i tyle. Zadzwonię jeszcze do kolegi, który ma pieczę nad siecią i sprawdzi. Jednak proszę sprawdzić kable...
- Ale to pilne!!!
- To co mam się teleportować! Jest niedziela rano!!!

Rozmowa telefoniczna nr 2: Balu Balu i Szef.
- Szefie, a na swoim komputerze ma szef internet?
- Mam.
- To jak nic dziunia, nogą rozłączyła i sprawdzić się boi.
- Rano to się komputerów bali włączyć, ale dla świętego spokoju jadę po Sieciowca.

Rozmowa telefoniczna nr 3: Sieciowiec i Balu Balu.
- I co tam?
- Weź nic nie mów. Zero kontaktu z Dziuniami. Net jest, łącze działa. Najprawdopodobniej Dziunia z kartki adresu strony internetowej nie potrafiła przepisać.

Normalnie rence i cycki opadajo.
Tak to jest jak się ludzi z ulicy zgarnia do takich spraw. Ludzi co komputer jedynie w programie Sonda widzieli.

4 komentarze:

  1. No nie wiem. To ja, stara baba nauczylam sie ogarniac te abrakadabre i nawet sporo jestem w stanie sama "ponaprawiac", wystarczy zajrzec do guglow, a tam juz prowadza za raczke do szczesliwego rozwiazania problemu.
    Ja piernicze, ale ludzie som gupie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I najlepiej zgonić na kogoś innego. Przecież oni są nieomylni.

      Usuń
  2. O matko .... a wydawać by się mogło, że jednak wyrosło już kolejne pokolenie, które miało informatykę w szkole! Ja nie miałam, dopiero na studiach, ale młodsi o dwa, trzy lata już mieli, w moim LO przynajmniej.
    Ale nic nie poradzisz na dziunie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak słów. A wiedz informatyczna to jedynie z seriali łamerykańskich.

      Usuń

Dzięki!!!