poniedziałek, 18 lipca 2016

Ogród czyli rolnik sam w dolinie

Zaskoczyły nas plony, które zebraliśmy w sobotę. Wystarczyła odrobina deszczu i wszystko skoczyło do góry. Marchew, ogórki, fasola i oczywiście chwast. Ten ostatni rósł nawet gdy była susza, uprzykrzał i uprzykrza nam życie jak żadnego roku.

Niestety nie obyło się i bez strat. Wichura zebrała żniwo u nas, wiekowy lilak nie wytrzymał i poddał się pod naporem wiatru. Z jednej strony szkoda nam tej jednej odnogi, z drugiej zrobiło się jaśniej.

Niedziela to już wekowanie i gonitwa z czasem. Mycie ogórasów, przebieranie czy na kiszaki, czy w przyprawę curry. Potem fasolka i tutaj już więcej robótki bo nie dość, że trzeba umyć, poobcinać końcówki, poupychać w słoikach to jeszcze ten cały ceremoniał z gotowaniem. Każdy ma swoją metodę na to warzywo, jednak nam najlepiej sprawdza się godzinne gotowanie przez dwa kolejne dni.

Tak jak już wspominałem gnał nas czas, bo dziś, czekały na Młodą wiśnie a mnie sadysta.

9 komentarzy:

  1. Pestkowanie wisni to chyba najgorsza robota pod sloncem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dorównać potrafią jedynie buraki. Syfu wszędzie, wszystko i wszyscy ochlapane. Do tego Młoda-Połówka robi to ręcznie tzw. agrafką własnej roboty tylko dlatego żeby żadnej pestki nie przepuścić.

    OdpowiedzUsuń
  3. No nieźle, my na razie z urodzajem papierówek "walczymy" ;)
    O agrafce słyszałam, ale nie mam pojęcia, jak to drylowanie wygląda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan W. wyciął papierówkę. Buuuuu

      Usuń
  4. Są na świecie naprawdę dobre drylowaczki- na tyle dobre, że żadnej pestce nie przepuszczą i mają mały ochraniacz przed bryzganiem soku na boki.Kupiłam kiedyś taką dziwiąc się, że kosztowała straszliwe pieniądze. Ale po pierwszej obróbce wiśni pojęłam dlaczego była taka droga.
    Co do buraków- zawsze obieram je po cienkim strumieniem zimnej wody i nie mam problemu z zakolorowanymi rękami.Tą sama technika pozbawiam skórki kartofle.
    A zbiory macie ładne i roboty będzie sporo z przetworami na zimę.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do drylownicy to prosze o fotkę. Co do burakow to nie wyobrazam sobie obierania ich pod strumieniem wody. Drozsza ona u nas niz w stolicy a i tak ludzi oszukują. Przetwory powstaja ale nie za duzo bo wolimy co roku mieć świeże.

      Usuń
    2. Ja zakladam rekawiczki przy buraczkach, szkoda mi wody i oczyszczalni. Mlode ziemniaki mozna obierac w miseczce wody w specjalnych scierajacych rekawiczkach nalozonych na foliowe. Nawet malowany paznokiec sie nie zniszczy a ziemniaczek dopieszczony do bialosci.

      Piekne zbiory. Gratuluje. Wcale nie szkoda wlozonej w uprawe pracy. Cukinie piekne ale i pomidorki tez jak i reszta. :)))

      Usuń
  5. Fasolka mniam mniam, ogóraski pyszniutkie, ach jak mi tego tu brakuje, tej sezonowej obfitości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasna uprawa nie do porównania z tą sklepową. Smak,zapach i zero nawozow czy oprysków.

      Usuń

Dzięki!!!