piątek, 24 czerwca 2016

Kalasznikow czyli czarny piątek

Dzień ma sie ku końcowi...i dobrze, bo jak go wspomnę to nóż w kieszeni się otwiera. Ostatni tydzień, tuż przed wakacjami, to jeden wielki popierdolec. Nauczyciele nie wiedzą co robić z dziećmi w szkole to przyłażą stadami i nie wiadomo czego wymagają. Na koniec i tak się okazuje, że za chwilę jest pora obiadowa, więc dzieciaczki w tempie małego boinga spierniczają w edukacyjne czeluścia a ty pozostajesz z lekkim kacem piątego koła u wozu.

Dzieci dziećmi. Nie piszę dzieciakami, bo to słowo jakoś dziwnie mi się kojarzy - jak osobnik gorszej kategorii. Chyba czas na nerwosol.

Wróćmy jednak do tematu dzisiejszego wpisu.
Qrwa ja to jednak naiwny jestem kiedy myślałem, że dzisiejszy dzień upłynie spokojnie. Nie wiem co w poprzednim życiu zrobiłem, lub kim byłem, ale pod koniec szychty jedyne co jawiło się w moich oczach to mord.

Jak mam dotrzeć do ludzi?!!! Proszę, tłumaczę, wyjaśniam i doopa... nie dociera. Każdy zlewa to co robi, działa po najmniejszej linii oporu, a jak coś nie tak to ratuj. Qrwa cuda zacznę czynić, żeby działało i się bujało.

Dzisiaj przez dwie godziny bujałem się z projektorem, bo oczywiście nasz zepsuty. Przywieźli najnowszy model od uj wie kogo. Niby podłączenie proste jak obsługa cepa, ale bez instrukcji nie dojdziesz co i jak.

Na kolejny kwiatek nie trzeba było długo czekać. Za chwile przylatuje paniusia, że tablety przywiezione na dzisiejsze szkolenie nie znajdują sieci WiFi. Qrwa jakiej sieci!!!, się pytam. Przecież na moje pismo, o zmodernizowaniu sali wykładowej, do dzisiaj brak odpowiedzi. Więc jaka qrwa sieć!!!

Ogarnąłem ten małpi gaj. Spokojnie zabieram się za swoją robotę i co? I ZONK!!! Sam Ojciec Założyciel przychodzi z prośbą żeby mu tekst pod względem edytorskim sprawdzić i wydrukować. Idę do kompa Ojca Założyciela i już widzę, że ten tekst to jakiemuś Znajomkowi będę robił. Myślę sobie szybko pójdzie. Zasiadam przed kompem, otwieram plik i moja szczęka obija się o blat biurka. Sto trzydzieści stron wypocin, co drugie, trzecie słowo z bykiem edytorskim. Na kiedy to zapytuję. O piętnastej przyjadę zagaduje Znajomek.

Myślałem, że oparcie od fotela wyrwę jak to usłyszałem. Chyba cię poebało myślę sobie. O piętnastej to ja zwijam namiot i spierniczam do domu.  Ojciec Założyciel zmył się jeszcze szybciej kiedy usłyszał moje pytanie kto mi za to zapłaci? 

A tekst? Tekst...nadal wisi w przestworzach.

6 komentarzy:

  1. I dobrze, ze wisi, niech wisi dalej, bo ja na Twoim miejscu bym tego NIE zrobila. Frajera sobie znalezli do darmowej roboty? Teraz wszystko kosztuje, wlasne umiejetnosci trzeba umiec cenic, a nie rozdawac, takie czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę jednak jak zwykle bedzie małe starcie bo to stara gwardia jest.

      Usuń
    2. Stracie starciem, ale racja ma być po Twojej stronie.
      No chyba, że Ci za to normalną stawkę zapłacą.

      U nas leje!

      Usuń
    3. Będzie na pewno walka i chłodna kalkulacja w głowie. Grunt to nerwy trzymac na wodzy.

      Usuń
  2. Nie dawaj się robić w konika garbuska. Niech zapłacą, teraz wszystko kosztuje.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie zobaczymy ile i co ugram.

      Usuń

Dzięki!!!