niedziela, 28 lutego 2016

Nie wiem czyli wielki znak zapytania

Nie wiem... nie wiem jak zacząć... a tyle zdań kłębiło się w mojej łepetynie podczas łażenia z piesem po dworze... a teraz doopa wielka...  w głowie próżnia...

A może jednak wiem jak zacząć tylko miliony słów, które chcą wypłynąć ze mnie blokują mnie niczym cholesterol żyłę. No i skąd mi się wziął ten cholesterol!? 

Ciężko jest powrócić, zniknęła umiejętność balansowania słowem, jednak dalsze odwlekanie i mówienie samemu sobie może jutro zaczyna mnie przygnębiać. Te kilka lat pisania nie może ot tak sobie zniknąć! Dlaczego mam poświęcać to co lubię na rzecz innych. Ostatnio uzmysłowiłem sobie, że jednak czas zrobić coś dla siebie a nie tylko wykonywać polecenia i chciejstwa innych. W pracy mogę to jeszcze zrozumieć trzeba robić, ale przy dodatkowych zajęciach zaczynam powoli się buntować i mówić pas!!! 

Dotarło do mnie, w końcu, że z całej mojej pracy i potu, który wylewam na dodatkowe zajęcia kto inny czerpie plusy. Nie powiem jakiś pieniądz z tego jest, śmieszny bo śmieszny i na waciki ledwo starcza, ale jest. Jednak jeśli ktoś kto tylko stoi, szerzy ząbki i pachnie dostaje dodatkowe profity a dla mnie nadal tylko ochłapy to uj mnie zaczyna strzelać. Tłumaczenia bo takie stawki płacimy każdemu nie przemawia do mnie. Widziałem zajęcia prowadzone przez innych, do których materiały czy prezentacja jeśli już były to na poziomie wielce odpierdolone. Wielka mi sztuka wejść na ministerstwo jedno czy drugie, ściągnąć dzienniki ustaw czy tabele i brylować wśród ociemniałego ludu. U mnie tak nie ma! Zawsze mnie wqrwiały szkolenia z prezentacją  na odpierdol. Nie czarujmy się faceci to wzrokowcy i bardziej do mnie przemawia obraz niż słowo. Zatem na prezentację poświęcam sporo czasu i dopieszczam je. Niestety nikt tego nie docenia a szkoda. Grunt, że znalazł się baran co za grosze zrobi wiele.

To tyle o szkoleniach i pracy. Sporo jej miałem i sporo projektów jeszcze przede mną. Jednak pracy się nie boję i to nie ona miała wpływ na moje zamilknięcie. Niestety nowy rok to okres walki o ogień. Stwierdziłem, że skoro wszyscy dookoła są zadowoleni z mojej pracy i nakładają na mnie coraz więcej obowiązków to czas pomyśleć o podwyżce. Szefu przystał na moją propozycję i sam stwierdził, że podwyżka mi się należy. O ja naiwny. Zapomniałem, że do tego koryta chętnych jest wielu, czytaj przydoopasów. Niestety rozmowa przeszła w psychologiczną walkę i stosowanie uników: może jutro, za tydzień. Nosz qrwa mać może i naiwny jestem, przy tym uparty jak osioł. Nie ma zmiłuj. Małe ogniem i mieczem mi się załącza i żeby mnie ze skóry odzierali to będę się swojego trzymał.

Dwa albo trzy tygodnie trwała ta cała przepychanka. W końcu odpuściłem sobie bo z tego całego mojego oślego uporu mogłoby być więcej szkody niż pożytku. Jednak po drodze, przy kolejnym starciu, wywaliłem że nie przyszedłem po jałmużnę a po podwyżkę. Psychicznie sięgnąłem dna i nie miałem siły na nic. Często myślałem o naszej blogowej koleżance, która wiele przeszła w korporacji. Teraz powoli wracam do siebie i mam nadzieję, że i do blogowania. 

4 komentarze:

  1. Niestety, jesli chodzi o miejsca pracy, popyt przewyzsza podaz i na tym bazuja wyzyskiwacze. Nie podoba sie? Na to miejsce czeka setka innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie a jeszcze dodaj do tego starą gwardię i robić nie ma kto a brać kasę każdy.

      Usuń
  2. No to wspolczuje. Z drugiej strony wiem ze jak sie nie bedziesz upominac to gowno dostaniesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi jak się nie postawisz to nie dostaniesz.

      Usuń

Dzięki!!!