poniedziałek, 4 stycznia 2016

Jak rzecze kierowca czyli pasażer drugiej kategorii

Jakoś mrozem zawiało więc wpis pojawia się dopiero dzisiaj, jednak kurwizna nadal mną trzęsie kiedy to piszę. 

Wiadomo wszem i wobec, że ostatnimi czasy pogoda swoje a Pogodynki swoje. Co innego wnioskować można było z tivi a co innego było za oknem. Niestety doszło do tego że termometrowi porządnie opadł(a) rtęć w kanaliku i tylko oczy człowiek przecierał i paczał
Do zimna dołączyło autko, które pięknym miganiem kontrolek i słabym rzężeniem odpowiedziało pierd*le nie jadę. Jednak po bliskich spotkaniach z klemami i prośbami odpal a w garażu zamieszkasz raczyło zamruczeć tłokami.

Jednak do garażu trzeba się było powlec prawie jedenaście kilosów, do rancza rodzinnego, a powrócić już niestety komunikacją podmiejską i tutaj właśnie umiejscowiona jest cała sytuacja a rozgrywa się ona w sobotę. 

Kraj nasz to nadal dla wielu zielona wyspa. Każdy jakiegoś barana znajdzie i jakoś do city swoje siedzenie dotarga.  Zatem baran baranowi człowiekiem a co za tym idzie antybusów coraz mniej mniej i kombinować trzeba jak by tu filmowe i'll be back ku domowi zrobić.

Zatem autko odprowadzone w asyście Piesa, bo Piesa to kochana piesa jest i bez Pańcia nigdzie się nie rusza. Na piwo czy kochanki zawsze razem he he he. Zatem stoimy na przystanku, Piesa co chwila jakieś zioło nosem zaciąga, szczęśliwe że z blokowych ścian się wyrwało i nawet mróz mu nie przeszkadza. Po chwili podjeżdża antybus. Ja szczęśliwy, że marznąc nie muszę, Psiesa bo podróżować lubi.

- Bilet poproszę dla mnie i psa - mówię od wejścia.
Cisza, kierowiec patrzy się na mnie jakby ufo wylądowało i teściową mu zeżarło.
- Poproszę bilet dla mnie i psa - powtarzam bo może nie dosłyszał albo blask mojej osoby go oszołomił.
- A jak pan psa chce przewieźć? - zaskoczyło toto zza kierownicy.
- Normalnie. Proszę o bilet dla psa. A jak mam przewozić? - pytam zdziwiony.
- A kaganiec pan ma?
- Kaganiec? Przecież to mały pies. Na smyczy i na rękach go trzymam. - odpowiadam.
- Pies powinien mieć kaganiec? - ględzi kierowiec.
- Proszę pana - tłumacze spokojnie. Jeżdżę z psem nie od dzisiaj i jeszcze żaden kierowca nie żądał ode mnie kagańca...
- JA TU JESTEM KIEROWCĄ I JA ŻĄDAM KAGAŃCA DLA PSA!!! - krzyknęło toto i z łapami do mnie.
- W regulaminie nie ma nic o kagańcu. - prostuję. Znam go bo dość często go czytam podczas jazdy.
REGULAMIN SIĘ ZMIENIŁ - drze japę toto.
- Proszę mi zatem go pokazać - odcinam się.
Cisza.
- Pies powinien mieć kaganiec bo jak dzieci pogryzie to ja będę miał nieprzyjemności - sapie toto.
- Proszę pana za psa odpowiadam JA. Ja jestem prawnym właścicielem tego czworonoga, jeśli komuś coś się stanie to JA będę pociągnięty do odpowiedzialności a nie pan. Pies jest zadbany, odrobaczony, nie ma pcheł, ma wszystkie podstawowe i dodatkowe szczepienia a w antybusie nie ma dzieci. Więc sprzeda mi pan bilet czy nie? - już lekko wkurwiony kończę rozmowę.
- Jakby to był inny dzień to bym nie zabrał - sapie toto.
- Zdziwiłby się Pan - kwituję na koniec.

Zatem taki to nasz naród kochany. Rozumiem, ze przepisy mogły się zmienić, ale wystarczyło w grzeczny sposób to powiedzieć. Sprawdzałem regulamin i jest on zmieniony. Kiedyś małe psy musiały być trzymane na rękach a kaganiec był dla dużych psów teraz bez różnicy czy to wilczur czy cziłała ma mieć kaganiec.

Aha napisałem w tej sprawie do przewoźnika i czekam na odpowiedz. Jeśli jakakolwiek przyjdzie.