czwartek, 31 grudnia 2015

Koniec roku czyli i mi zebrało się na podsumowania

Jeszcze niespełna dwie godziny dzielą nas od nowego roku. Jak mawia moja znajoma znów jesteśmy o rok starsi i o rok głupsi. Trudno się nie zgodzić z osobą, która za sobą ma prawie dziewięć dziesiątek, ale nie o tym miało być.

Jaki był ten rok?
Był to rok bogaty w doświadczenia. W styczniu kończyłem walkę z rwą, która mnie dopadła. Przekonałem się na własnej skórze, że w świecie NFZ jetem tylko kolejnym numerkiem statystycznym. O standardach choćby z niemieckich szpitali możemy pomarzyć. Bliżej nam do Mozambiku, chociaż i tutaj mogę się mylić i jesteśmy sklasyfikowani na dalszej pozycji, czyli w czarnej doopie.

Duże zmiany zagościły w naszym domu pod koniec marca. Wtedy to pojawiła się mała czarna kruszynka, słodziak, pieszczoch i uparciuch. Chociaż nasz Pieso to zdolniacha i pojęty zwierzak to za swoim tatusiem wielki uparciuch. Czasami gardło można sobie zedrzeć ciągłym  nie rusz, zostaw, do lewej, idziemy, fuj i tak w kółko. Jednak ostatnio jest większy postęp, w końcu, między nami pojawiła się ta więź, która pozwala na porozumienie się bez jakiegokolwiek słowa. Spacery są teraz bardziej spokojniejsze i mam pewność, że po spuszczeniu ze smyczy Pieso wróci na komendę a nie poleci w siną dal. Kochana Psiuta.

Pojawienie Psiuta wywróciło nasz świat podobnie jak przy dziecku. Nie potrafiłbym zostawić go samego sobie. Rozmowom, przytulachom nie było końca. Cały czas poświęcaliśmy tylko jemu, fotografia musiała poczekać kilka miesięcy. Dopiero we wakacje powróciłem do ulubionego zajęcia i już razem wędrowaliśmy. Psiuta, Młoda i ja.

Czerwiec to wypad do Zakopanego. Po siedmiu latach wróciliśmy do Drwala i w weekend udało nam się zobaczyć więcej niż podczas wcześniejszego pobytu, choćby góralskie wesele.

Październik zapisał się wielkimi zmianami w moim blogowym świecie. Niestety wścibstwo, zazdrość ludzi jest ogromna. Doszło do tego, że musiałem warzyć każde słowo, które pojawiło się na blogu. To dzięki Wam jestem tutaj i piszę nadal, chociaż zmienił się styl i tematy to czuję, że w końcu jestem wolny.

Praca, szkolenia i obsługa graficzna i multimedialna spotkań to było to co gościło w moim grafiku przez ostatnie miesiące. Mimo wielu podziękowań i pochwał od uczestników spotkań nie przełożyło się to na większe konto w banku. Niestety w naszym kraju w modzie jest klepanie po plecach a nie uznanie pracowników, którzy naprawdę chcą coś zrobić i zmienić. Chyba nie opuściła mnie jeszcze naiwność dziecka.

Grudzień jednak nie pozwala zamknąć mi roku z dużym plusem. Wygląda to tak jakby cały pech skumulował się w tym miesiącu. Choroba Płodziciela, częste kursowanie między domami, miliony telefonów i typowa oślica u chorego. 
Rodzicielka również w ostatnim tygodniu dołączyła do klubu chorych. Zamiast patrzeć pod nogi to buja w obłokach i długo nie trzeba było czekać jak zaliczyła bliskie spotkanie ze schodami. Dziękować, że skończyło się tylko na potłuczeniu.

Dzień przed wigilią zaliczyłem kolizję drogową. Do dziś nie wiem czy gościu mi się wystawił, czy nie, ale portfel luźniejszy jest prawie o pół tysiąca bo oczywiście mieliśmy się dogadać a jak co do czego doszło to znalazły się Misiaczki. Autko za bardzo nie ucierpiało, drugi kierowca i ja bez uszczerbku na zdrowiu. Niestety część oszczędności poszło się bujać na mandat. Kurwa mać. Misie miały na pomóc ze spisaniem oświadczenia a skończyło się na mandacie. Taki to piękny kraj, ech. Młodzi byli to chcieli się wykazać. Szkoda tylko, że moim kosztem.

Jednak w nowy rok wchodzę z dużymi planami, ale o tym będzie później.

Źródło: kartki.tja.pl

wtorek, 29 grudnia 2015

Karuzela czyli nie wiem od czego zacząć

Pieso śpi z głową opartą o moje stopy, w kuchni bulgoczą stópki na zimne nóżki, a ja w końcu znalazłem chwilę na molestowanie klawiatury.
Spraw namnożyło się sporo co powoduje mętlik w głowicy pod tytułem czym by się podzielić?

Może na dzień dobry (a raczej dobry wieczór bo na dworze już ciemno) powrócę do tematu Elektrona. Jeszcze przed świętami otrzymałem maupę z prośbą o wyrozumiałość bo oni się modernizują. Jako, że zostałem pięknie olany i to nie pod wiatr przez Elektrona to odpisałem, że w ciemni mam ich modernizację. O dziwo sprawa została zarejestrowana chociaż maupa od Elektrona twierdziła, że została wysłana automatycznie.
Na odpowiedź nie oczekiwałem, ale jednak Elektron bezczelnie powiadomił mnie, że on w ogóle nie wyraża zgody na prolongatę płatności. Czujecie? Dopiero jak wspomniałem o Jaworowicz to zmiękli. Brawo JA! Aha i chociaż rachunki już popłaciłem to troch ich pomęczę, he he he.

Grudzień nadrabia z nawiązką za cały rok. Złych spraw mnoży się od cholery i ciut ciut. Płodziciela dorwała rwa. Do tego uparty jest jak osioł i nie da sobie wbić do łepetyny, że samo qrwa mać nie przejdzie. Do tego dr Kitel pokroju dr Wezuła z Rancza leczy w myśl pomóc nie pomoże, ale i nie zaszkodzi
Rodzicielka za to urządziła sobie bliskie spotkania trzeciego stopnia. Bidulka potłukła się i dziękować, że tylko na tym się skończyło. Niestety uparta podobnie jak Płodziciel i zamiast patrzeć pod nogi to buja w obłokach.

Święta zatem upływają nam w rozjazdach chociaż i autko oberwało, ale o tym w kolejnym wejściu...

sobota, 19 grudnia 2015

Jeszcze się taki nie narodził czyli wszystkim nie dogodzisz

Niestety starzeję się. Starzeję się i łagodnieję z wiekiem. Chociaż głowa nadal nadążą z produkcją odpyskówek dla tubylców to jednak zaczynam każde takie starcie odchorowywać. Ciśnienie, które tak pięknie pielęgnowałem zaczęło powrót do tańca na rurze. Do pikawy dołączył się głodomór i odstawia swoje cyrki raz na jedną a raz na drugą rurę. A najbardziej wqrwia mnie ten natłok myśli i samowolnych analiz całego zajścia i tego, co trzeba było zrobić.

Nie powiem, odpyskowałem się pięknie. Kreatywność moja rozwinęła się bardzo, wszystko dzięki tubylcom. Przez te kilka lat, stres i obcowanie z ludem pierwotnym wyostrzyły moje zmysły na tyle, że w sekundzie potrafię stworzyć wiązkę słów, których sam Miodek by się nie powstydził, a które tak pięknie opisują krótkie O.D.P.I.E.R.D.O.L  S.I.Ę !!!

Jednak samo spuszczenie żółci na nic się zadaje, kiedy przed nami jeszcze jedenaście rund. Trzeba szybko zbierać siły bo kolejne starcie to wielka niewiadoma. 

Nie potrafię zrozumieć takich ludzi, którzy radość czerpią z tego jak grubą warstwą błota obrzucą drugiego człowieka. Jak można być tak fałszywym, jak nisko trzeba mieć umiejscowione sumienie?, honor?, ego? aby tak zafałszować własny wizerunek. Mam coś do kogoś to mu to mówię a nie po kontach doopę obrabiam.

Czuję się zmęczony, kiedy dociera do mnie, że nie wiadomo co bym nie zrobił to i tak będzie źle. Mam dość tej całej walki z całym światem, udowadnianiem że to nie ja jestem zły, że to wyssana z palca plotka ociekająca jadem robi za mój image.

Chętnie bym to wszystko pieprznął i zaczął w innym miejscu. Szkoda, że moją pracę potrafią docenić obcy ludzie, ludzie z zewnątrz, a nie Ci, którym już nie raz ratowałem doopę z opresji.

piątek, 11 grudnia 2015

Szare życie czyli walka o byt

Wojny z Elektronem, a raczej ciszy na froncie, ciąg dalszy. Po raz kolejny się przekonałem, że naiwny jestem jak male dziecko co tylko cyca ciągnie i w pieluchę rżnie. Otóż przed terminem zapłaciłem za pierwszą fakturę od Elektrona, w nadziei, że doceni on moją chęć współpracy i przychyli się do mojej prośby, o której pisałem ostatnio. Jeśli nie pisałem to teraz nadmieniam, że chodziło o zmianę terminu płatności drugiej faktury.

Nie musiałem czekać długo, aby przekonać się, gdzie wielce oświecony Elektron, ma  moje, szarej myszki, prośby i zażalenia. W hierarchii prądowej zajmę bardzo wysokie miejsce - blisko zwieracza. Zatem do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnej odpowiedzi co dalej z tym fantem zrobić. Dodatkowo po raz trzeci Elektron obdarował mnie fakturą  - bo jemu się qrwa mać na koniec roku wszystko zgadzać się musi!!! Żeby było wesoło to kolejna płatność przypada oczywiście przed świątecznie i uj w bombki strzelił, choinki nie będzie.

Jednak Elektron to szuja, która w doopie ma Konwencje Genewską i kopa, co by nie wstał,  posyła leżącemu w postaci listu, w którym to prosi o wyrozumiałość bo oni się unowocześniają i stąd te problemy. A nie można tego było w sierpniu powiedzieć i poinstruować co i jak!!! Żeby teraz zamiast faktur, prezenty pod choinką leżały!!!

Zatem Polaku płać i płacz. Wielki Elektron ma na Bahama i premie dla pracowników. Ty szary Polaczku, mimo jego zapewnień, masz długi i zero radości z tych świąt.
Nawet Kevin na Polsacie
nic tu nie pomoże!!!

wtorek, 8 grudnia 2015

Będzie o pieniądzach czyli trzeba się porządnie nabiegać

Termin zapłaty rachunków za prąd coraz bliżej a odpowiedzi od Wielkiego Elektrona brak. Jak zwykle ogarnia mnie wielki wqrw, bo nie lubię kiedy ktoś mnie olewa lub robi w przysłowiowego uja.

Kiedy rozpoczynam współpracę z nowym kontrahentem to na wstępie naszej rozmowy zaznaczam, że wolę usłyszeć najgorszą prawdę niż być zbywanym czy robionym w uja. Wielu, oj wielu, przekonało się, że lepiej stosować się do owej zasady niż rano budzić się z ręką w nocniku i zamiast strony firmowej mieć wpis o nieuregulowanej wpłacie. Lepszy taki wpis niż niejeden komornik.

Wspominałem przecież już nie raz, że franca jestem.

Dzisiaj ponownie przekonałem się, że w naszym kraju trzeba się porządnie nabiegać aby coś osiągnąć. Dodatkowo na każdym kroku trzeba udowadniać, że nie jest się złodziejem i to czy tamto należy się nam jak psu kiełbasa.

Pół dnia!!! Pół dnia zajęło mi latanie między działami pewnej firmy, aby otrzymać zapłatę za swoją pracę. Do tego każdej osobie trzeba się było tłumaczyć po co i dlaczego. W końcu spocony i wqrwiony dobrnąłem do księgowości żeby usłyszeć, że pieniądze będą jutro. Co!!! Jaja pani sobie robi!!! Wyrwało się z gardzieli mej. I wiecie co - podziałało. Kasiura na koncie była za kwadrans a ja spokojnie mogłem chociaż częściowo zadowolić Elektrona.

niedziela, 6 grudnia 2015

Fajerwerki czyli syndrom pustego łba

W końcu dopadła mnie chwila spokoju, więc jestem i donoszę, że za to ludzi dopadł popierdolec i to nie przedświąteczny, ale przedsylwestrowy. Od kilku dni nie ma spokoju na osiedlu. Co chwila słychać, widać i czuć: huki, błyski i siarkę.

Dobrze, że o tej porze roku szybko robi się ciemno. Aktywność popierdolców spada wieczorami. Zatem w spokoju mogliśmy z Piesem udać się na wieczorny spacer, bez dodatkowych wrażeń specjalnych.

Niestety ilość wystrzelonego prochu nie przekłada się na wiedzę o tym kiedy można petard i fajerwerków używać. A wystarczy zamiast oglądania kolejnych gorących filmików w necie wstrzelić w Wujka Gugiela fajerwerki kiedy.

Na znalezienie informacji o legalnym strzelaniu z petard czy puszczaniu fajerwerków potrzebowałem dziesięć sekund.
Petard można legalnie używać

tylko dwa dni w roku 31 grudnia i 1 stycznia!!!
Jednak w naszym pięknym kraju prawo swoje a ludzie swoje. Po forsę od Państwa to wiedzą gdzie uderzyć, ale jak przestrzegać kilku zasad już nie.

Sama sprzedaż materiałów wybuchowych, bo petarda to jest materiał wybuchowy, powinna się ograniczać do okresu poświątecznego i przedsylwestrowego a nie pod koniec listopada!!!

Oprócz sprzedawców największą winę ponoszą RODZICE, którzy w tej materii przejawiają zanik komórek mózgowych i ogólne ogłupienie. Kupuje taki Rodzic-tuman fajerwerki w byle sklepiku lub, o zgrozo, na bazarku osiedlowym. Nie ma pewności skąd one są i czy na pewno są bezpieczne. A potem na osiedlu krzyki i płacz, żeby dziecko ratować bo urwało mu paluszki lub poparzyło twarz!!!

W przedświątecznej gonitwie zapominamy o naszych czworonogach, dla których huk odpalanej petardy to koszmar.

Dla nas i Piesa będą to pierwsze święta i Sylwester. Nie sprawdził się scenariusz z burzą - tej o dziwo się nie boi. Krótko mówiąc burzę ma w swojej psiej doopce. Jednak petardy to już inna bajka. Wczoraj ciężko było go uspokoić. Dzisiaj w drodze powrotnej ze spaceru zadziałała dobra smycz, bo inaczej to szukaj psa w polu. Teraz Pieso śpi i chrapie.
Zatem jeśli masz trochę oleju w głowie

zamiast petard
kup swojemu dziecku
zabawkę lub książkę!!!
źródło