poniedziałek, 30 listopada 2015

Rozmowa z biurem obsługi czyli z kamerą wśród zwierząt

Niestety chyba nigdy się nie nauczę, że jak ktoś ma miękkie serce to musi mieć twardą doopę a przy tym naiwny i łatwowierny jestem jak roczne dziecko. Zagłębiając się dalej w temat stwierdzam, że chyba urodziłem się nie w tej epoce co trzeba, ale może po kolei.

W maju w naszej okolicy ruszyła wielka wymiana liczników co prąd zliczać miały. Owe liczniki, bestyje jedne, z tych co ledwo pierdnięcie elektronu zliczą a jak trzeba będzie to i w świat wiadomość o ilości pierdnięć i bęknięć owego elektrona wyślą.

Dodatkowo, chyba w pakiecie z licznikami, Wielki Operator dostał modernizację oprogramowania a jak wiadomo - na przykładzie jesiennych wyborów z 2014 roku - wszystko pięknie pierdolnęło.

Nastała ciemność i epoka dinozaurów.

Pierwsze skminienie, że jednak coś nieteges z wielki Bratem Operatorem, dopadło mnie w sierpniu kiedy niczym zgłodniały pies czekałem na kiełbasę...tfu, fakturę. Telefon na elektronową infolinię też nic nie wniósł do sprawy. Jakaś zołza z ciężkim syndromem cioci z łameryki warknęła mi w słuchawkę mamy jeszcze czas!!! Co miało oznaczać spieprzaj dziadu.

Niezrażony pierwszym podejściem, niczym Cejrowski na spotkaniu autorskim, postanowiłem swoje żale wylać na papeterię poczty nomen omen elektronicznej. Trzy paczki chusteczek poszły zanim wybrnąłem z tematu jak to mnie pani opieprzyła, że jej doopę w sierpniową gorączkę zawracam. Przy okazji dorobiłem się nowej klawiatury bo starą ślak trafił. Widać sól z łez lub ciężka trauma po moim żalu przelanym na papier ją wykończyła.

Odpowiedź przyszła krótka: C Z E K A Ć!!!

I tak czekałem, jak już wcześniej wspomniana wielokrotnie doopa wołowa, aż do dnia listopadowego. Jakieś szczątki genów po dziadku z powstania się we mnie rozbudziły i wielce wzburzony z korniszonem na ustach udałem się do BOKu.

Temperament mój z lekka osłabł był, kiedy deski z wielce olakierowanej ławeczki odbyły godzinną molestę z siedzeniem mym. Widać jakiś spindoktor na iście szatański pomysł wpadł zmiękczania klienta.
Nawet babeczki żal mi się zrobiło bo w sumie co ona winna. Za idiotyzmy szefów obrywa przy wynagrodzeniu średniej krajowej tej najniższej.

O dziwo, spokojnie, jej wyłuszczam o co teges  i już za chwilę rozmawiam z cwaniaczkową z BOKu. Niczym po Vibovicie odbijałem każde słowo i próbę zwalenia winy na mnie. Się wie, kto ma pilota ten ma władzę. Zobrazowałem pięknie całą sytuację o zarobkach szarej strefy, która tak samo zakończyła żywot jak wielki kryzys, o Wigilii z rachunkiem na stole dla strudzonego Wędrowca i całej Rodzinki zamiast karpia, o choince bez bombek bo uj ją strzelił kiedy zobaczyła fakturę za prund.

Widać aktor ze mnie lepszy od Pazury bo babeczka prawie płacząc nad losem mem zaproponowała mi rozkład (kwoty, nie się) na dwie mniejsze - jedna teraz a druga po nowym roku. Uradowany, niczym Jasio co w końcu od Mikołaja rower dostał, zgodziłem się na wszystko i taki rozklawiaturowany na zębach byłem do dzisiaj.

Bo dzisiaj dotarły do mnie dwie faktury. Jedna płatna na teraz i druga płatna...nie po nowym roku...ale dwa dni później po pierwszej. I gdzie tu kuwa logika w tym wszystkim. Widać burdel trwa dalej u Elektronów a za panienki zapłaci... tylko taki jeleń jak ja...

[UPDATE] Reklamacja na usługę napisana i wysłana. Sprawa zarejestrowana. Ciekawe co na to Elektrony?

sobota, 21 listopada 2015

Olewka czyli jak grochem o ścianę

Mam dość... tłumaczenia, proszenia w zamian za olewkę i obrabianie doopy po kątach tylko dlatego, że jestem wymagający. Zauważyłem, że z wiekiem łagodnieję. Chyba? W łorkowych kuluarach mianowanie mnie tytułem starej fra*cy zmieniło oblicze na poczę na ciebie z politowaniem albo pie*dol, pier*ol i tak zrobię po swojemu czyli dla mnie kawka a dla ciebie robota.

Chyba na prawdę mam dość. Stwierdziłem, że niektórych osobników nie da się zreformować więc po co tracić zdrowie i nerwy. Robię co do mnie należy i coraz częściej odsyłam sępy z kwitkiem bo sami są sobie winni - winni własnego lenistwa i głupoty.

newsweek.pl
Szanuję za to osoby, które chcą czegoś się nauczyć, wiedzieć więcej.
Każdy z nas ma inny stopień przyswajania wiedzy - jednemu wystarczy raz pokazać i już rozumie, drugiemu trzeba powtarzać kilka razy. Ale chcą wiedzieć i za to szacun!!!


zwierciadlo.pl
Niestety w pracy jest również grupa, zwana stare wygi, która swoimi obowiązkami obarcza młodych pracowników. Wqrw wtedy mam duży i potrafię się odszczeknąć za młodych, tak że w pięty wchodzi.

Pieprzone naleciałości ubiegłego ustroju nie uprawniają ich do tego, aby inni pracownicy wykonywali za nich pracę. 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Piątek trzynastego czyli #prayfromparis

Piątkowe, paryskie, wydarzenia dotarły do mnie z małym opóźnieniem. Zapracowany, źle rozszyfrowałem pojawiający się na Instagramie tag #prayfromparis.  Słowo pray - modlić pomyliłem z pride - duma a całe to tagowanie przypisałem wygranej Francuzów w meczu towarzyskim z Niemcami.

Dopiero sobotni poranek przygniótł mnie ogromem informacji. Onet krzyczał artykułami i zdjęciami z piątkowych wydarzań. W pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć temu co się wydarzyło, w następnej na usta cisnęło mi się wiedziałem, że tak będzie.

Czy jestem rasistą?
Nie, nie sądzę. Twierdzę, że każdy z nas ma prawo do spokojnego i bezpiecznego miejsca na Ziemi. Nigdy nie uważałem, że ludzie innego koloru czy wyznania są gorsi od nas bladych twarzy. Dla mnie tacy ludzie to skarbnica wiedzy na temat zwyczajów innych kultur. Jednak z wielkim sceptycyzmem podchodziłem do zachowania się polityków, którzy z otwartymi ramionami, bez jakiejkolwiek logiki i systemu, przyjmowali emigrantów uchodźców.

Czy przeciwny jestem pomocy dla emigrantów?
Oczywiście, że nie. Jednak w tym szaleństwie należałoby znaleźć metodę i udzielać pomocy osobą, które chcą znaleźć dla siebie i swojej rodziny dom, ale które również będą uczęszczały do szkół, pracowały a nie tylko liczyły  na zasiłek w swoim zamkniętym światku,
Takie osoby powinny zostać odesłane z powrotem. 
Może brzmi to makabrycznie i wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale taką metodę należałoby zastosować do wszystkich emigrantów uchodźców niezależnie od wyznania, koloru skóry czy narodowości. Nawet nas Polaczków.

W tej chwili czuję się zagubiony i rozbity. Szacunek dla człowieka i życia (nie ten, który próbował zaszczepić mi kościół) mają się nijak z tym co przedstawia świat. Może za krótko żyję, może za mało widziałem, może moja filozofia i przekonania to tylko wielka dziecinada. Żal mi jedynie ludzi, zwykłych obywateli, którzy za sprawą polityków i ich gierek tracą to co najcenniejsze życie.

PS. Na łamach fejsbooka pojawił się wpis, w który autor twierdzi, ze jesteśmy manipulowani przez media europejskie. Niestety mną nikt nie manipuluje bo rzadko oglądam telewizję. Tak samo przeżywam zamachy w Europie czy innym skrawku planety bowiem zawsze najbardziej cierpią zwykli ludzie.

piątek, 13 listopada 2015

Piątek trzynastego czyli kołowrotek ze wszystkim i wszystkimi

www.kartki.pl
Nigdy nie wierzyłem w te wszystkie zabobony związane z trzynastką, czarnym kotem, lustrem czy drabiną.

Śmieszy mnie odczynianie wszystkiego i wszystkich przez wszystkich. A to guzik, a to plucie przez lewe ramię, a to chodzenie do tyłu lub omijanie czegoś tam.

Ludziska w tym momencie tracą głowę.  Taki jeden z drugim po czterdziestce czy pięćdziesiątce, dzieciaty, wnukowaty, na stanowisku a już od drzwi firmy czai się jak partyzant w pokrzywach i sprawdza czy go kurz albo pajęczyna nie przydusi albo O* w cząsteczce tlenu nie obije.

Wystarczy krzyknąć CZARNY KOT a połowa obsady schodzi na zawał, he he he. Latają i odczyniają. A ja się pytam co jest do odczyniania?!!! Kur*a mać chyba własna głupota a robota leży!!!

*****
www.po-mesku.com
_________I TO WIELKA!!!

Nic to, że Pieso zjadł pół laczka chociaż nigdy tego nie robił. Nawet kiedy zmieniał uzębienie.

Nic to, że Pieso wytarzał się dzisiaj tak pięknie, aż kolana miękły i dom do teraz się wietrzy.

Nic to, że Pieso wyczyścił się na mnie. Chociaż sprawdzałem mu gruczoły.

Kapcie się kupi, Pieso już dawno wyprany a ciuchy się piorą.

Chociaż byłem na niego zły to wiem, że każdy z nas ma gorszy dzień nawet Pieso i to w piątek trzynastego.


__________________
*dla mniej wtajemniczonych. Tlen zapisuje się symbolem litery O. Tlen jest gazem więc zapisuje się go jako cząsteczkę czyli O2.

środa, 11 listopada 2015

Ryboki czyli syf, kiła i mogiła

Jak jak mogłem narzekać na brak tematów? Teraz mnożą się jak króliki na Wielkanoc. Choćby dzisiaj, wystarczyło wyjść na spacer z Piesem i voilà. Świeżutki, jeszcze pachnący temacik ryboków.

Tak tak nie pomyliłem się. Nie chodziło mi o rybaka łowiącego owoce morze, nie chodziło mi o wędkarza łowiącego z wszystkimi regułami i zasadami, ale RYBOKA!!! 
Stwora, który jak mniemam istniał już od dawien dawna, jednak od niedawna mam okazję podziwiać go, a raczej to co stworzy. 

Kim jest rybok?
Jest to dowód na wypadek przy pracy Matki Natury. Miał to być kolejny krok w ewolucji homo sapiens tzw. rycerz na białym koniu, ale wyszło co wyszło i z rycerza pozostał mu tylko zakuty łeb.

Wygląd zewnętrzny ryboka.
Rozpoznanie takiego osobnika nie jest trudne. Z daleka widać i czuć z kim ma się do czynienia. Pominę może strój i osprzęt. Gama barw i stylów jest ogromna. Z drugiej zaś strony mogę zrozumieć taki image, gdyż woda jak wiadomo ma kolor mokry.
Jednak kur*a strój uprać można!!! I nie *ebać w całym autobusie martwą rybą sprzed miesiąca!!!

Cechy wewnętrzne ryboka.
Wujcio Freud miał by pole do popisu. Osobnik ten to czysta kwintesencja sobka. Samotny osobnik jest z reguły cichy, stoi to to i śmierdzi. W grupie załączają mu się dodatkowe zwoje uwydatniając cechy krzyżówki pawia z pawianem.
Nadmienić należ, że wszystkie zasady wędkowania taki rybok ma głęboko w doopie. Łapie jak chce, gdzie chce, kiedy chce i na co chce. O karcie wędkarskiej zapomnij.

Czym się żywi rybok?
Schemat żywieniowy ryboka, jak wynika z obserwacji, jest jeden i nie są to ryby bo one idą na handel. Osobnik ten przyjmuje, tylko i wyłącznie, różnej maści płyny okraszone %. Od jabola poprzez najtańsze wódki na rumie na kościach kończąc.

Jak wygląda miejsce żerowania ryboka?
Żerowisko takiego elementu jest dość charakterystyczne. Widać je już z daleka. Niczym altannik, nie obrażajmy zwierzątka, pseudoaltannik buduje swoją siedzibę. Najbardziej oczywiste elementy tego miejsca to walające się wszędzie butelki po % od małpki po litrowego słonia. Elementy zdobiąco-błyszczące: wszelkiego rodzaju folijki, foliówki, pudełka po grubaskach białaskach, zanętach-przynętach. Puszki po piwie, kukurydzy czy pudełka po papierosach to przysłowiowa kropka nad i.
Często zdarza się, że okalające żerowisko krzaki, trzciny zdobione są elementami odzieży od koszul, czapek na majtkach(?) kończąc.

Krótko ujmując SYF, KIŁA I MOGIŁA!!!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Detektyw czyli w poszukiwaniu dojrzewających skorupek

 Wróciłem Ci ja dzisiaj sobie do firmy po dziesięciu dniach labowania i od drzwi dopadł mnie niesamowity, drzwi z futryn wyrywający, okna na oścież otwierający s.m.r.ó.d. 
Co jest kur*wa?! Kulturalnie wyrwało się z ust mych.
Co tak je*ie?! Zawtórowało kolejne otwarcie paszczy.
Odpowiedziała cisza zapadająca niczym mrok po wyłączeniu oświetlenia na korytarzu.
Wiadomo oszczędności.

Niezrażony sytuacją, zacząłem się rozbierać. Po chwili na wpółprzymkniętymi oczami memi, bo smród i tam zaczął się wdzierać, zlokalizowałem wieszak. Idę po wodę, zagadałem do Smroda z nadzieją, że kiedy wrócę fetor odejdzie far away.

Niestety czasami to naiwny jestem jak małe dziecko bo Smrodo odejść nie raczyło a nawet zaostrzyło swoje wyziewy. Kolejna wiązanka, którą podaruję czytającym, poleciała w próżnie bez echa odwiedzi.

Kiedy tak psioczyłem na wszystko i wszystkich. Kiedy przeszedłem w tryb wdrażania się do pracy po przerwie - oczywiście biurko nawiedziła, podczas mojej nieobecności, nawałnica z przemarszem wojsk. Kiedy poszczególne elementy pracy mej zaczęły wracać na swoje miejsce. Dane mi było odczuć Smroda w okolicach szafki na krupy - kto przeczytał kupy? Przyznać się. :)))

Pierwszy wypad w talerzykowato-filiżankowy świat nie przyniósł nic ciekawego. O dziwo wszystko czyste.

Dopiero przy kolejnym podejściu do skoroszytów fetor zaniuchał mnie w nos. Nosz kur*a to stąd jedzie cenzurowałem sam siebie. Tylko gdzie, jak wszystko czyste. Zapatruje się jeszcze raz w porcelanowy świat - czysto jak nigdy. I właśnie to czysto mnie zdziwiło bo za czysto. Do czasu. Wystarczyło przesunąć jedną filiżankę aby rozpętało się piekło.

Wytarmosiłem obiekt cyklonB na światło dzienne. Zieleniejący, z prędkością butów swych, pognałem do konserwatorek powierzchni płaskich, sapiąc z daleka gdzie macie bio!!!

Przy składowaniu obiektu X wyjaśniło się co tak pięknie jechało. Jeśli ktoś ma wrogów w pracy to chętnie podzielę się odkryciem. Były to skorupki z kawałkami jajka, szczelnie zawinięte w woreczek foliowy i pozostawione w cieple od ubiegłej środy. 

Gratulacje i brawa dla sąsiada z biurka obok!!! 

Umarłego by na nogi postawił.

niedziela, 8 listopada 2015

Armagedon czyli bunt sprzętu

Dzisiaj będzie krótko bo sprzęt raczył się zbuntować a pisanie z poziomu komórki zakrawa na czysty masochizm. Po wstukaniu kilku słów na wirtualnej klawiaturze widzę, że nie będzie lekko. Wkur*iający T9 uważa się za jajo, co od kury nosicielki jest mądrzejsze,i co chwila podmienia mi słowa. Niestety na ulubionej Lumii nie można tego cholerstwa wyłączyć albo nie dane mi jeszcze było przejść na wyższy stopień wtajemniczenia.

Rację muszę przyznać Adamowi temu od Dziadów, nie mylić z Adamkiem, który w pięknym trzynastozgłoskowcu  - dokładniej Inwokacji - opisuje tęsknotę za tym co utracił. Ech, jakoś pod górkę się zrobiło bez tej całej elektroniki i nudno bo kiedy w tivi nic nie ma to pozostaje chociaż świat wirtualny. A tak to doopa.

czwartek, 5 listopada 2015

Psie sprawy czyli z tytką za pan brat

Biorę się do pisania jaka ta przysłowiowa sójka. Wczoraj już nawet siedziałem z laptokiem na kolanach, ale poddałem się Morfeuszowi i zachrapałem się do rana. Za to dzisiaj za dnia skupić się nie mogłem a temat jest dość przyziemny lub jak kto bardziej woli przydoopny.

Dawno dawno temu, w poetycki sobie sposób, porównałem psie kupy do znaków morsa, którymi usiane są miejskie czy przyblokowe trawniki. W owym czasie kostkę chodnikową nawiedziła gołoledź więc przemierzałem miasto po trawnikach. Działo się to chyba w podobnym czasie, no może bliżej było świąt, jednak po przejściu tych kilku metrów niby zieloną murawą bynajmniej świąt ode mnie czuć nie było. Stan mojego obuwia najlepiej oddawał powagę sytuacji. Krótko ujmując wdepnąłem w nie jedno g. Doprowadzenie się do stanu sprzed zajęło mi trochę czasu i przez kilka godzin nie zatęskniłem do jedzenia.

Od tamtego wydarzenia minęło już kilka lat jednak sytuacja na trawnikach nie zmieniła się a nawet śmiem przypuszczać, po wysłuchaniu fragmentu audycji w radio, pogorszyła się!!!
Moda na własnego pieska jest na fali
jednak moda na sprzątanie po pupilku już nie.
W audycji próbowano dociec kto jest winien i kto powinien sprawować kontrolę a nawet SPRZĄTAĆ. Rozśmieszyła mnie argumentacja pewnej pani, że po psach powinni sprzątać bezrobotni a porządku pilnować policja. W tym momencie, tak sądzę, kilku urzędasów z PUPy dostało zawału bo oczywiście nie mają na to przepisów, żeby bezrobotny podjął się takiej pracy. Sami bezrobotni rzucili mięchem w stylu se kur*a sama g. po psach zbieraj... ja czekam na stanowisko kierownicze a nie będę byle g. się zajmował O DZIWO ZGADZAM SIĘ Z NIMI!!! 
Bo za każdego PUPILA
odpowiedzialny jest jego WŁAŚCICIEL
a nie policja, straż miejska czy bezrobotny.
 Niestety tak już jest w tym naszym pięknym kraju, że moda i pieniądze wyłożone na psa (bo oczywiście musi być z rodowodem żeby sąsiadom oko zbielało) nie przekłada się na wiedzę i kulturę osobistą właścicieli.
Co tu dużo mówić, sam jestem właścicielem Piesa i mam okazję z bliska poznać a nawet poczuć sprawę gdyż aromat tego co on wyprodukuje powaliło by na kolana stado słoni, ale czy kur*a odwracam się od problemu? Nie! Schylam ten swój pierdzielony kark i zbieram efekt uboczny karmy jako jedyny na osiedlu. Kur*a mać korona mi z głowy nie spada!!!

Szkoda, że nie zadziała tutaj efekt domina bądź sławetne wszyscy mają Mambę. Świadomość ludzka jest znikoma. Nie dociera do takich, że z własnej głupoty i lenistwa nawożą miejsca, na których wiosną i latem bawią się ich małe dzieci czy wnuki.

Nadal sprzątanie po psie jest tematem tabu. Problem jest, ale nikt go nie widzi lub udaje, że nie widzi. Często jest też obiektem drwin i głupich śmiechów, kiedy z racji krótkich dni, chodzę z latarką i szukam kupy.

Głupie śmiechy milkną kiedy pada pytanie:
Czy będzie się Pan/Pani nadal głupio się śmiał/a gdy wdepnie w gówno?

wtorek, 3 listopada 2015

Mydło i powidło czyli o wszystkim i o niczym

To już dziesiąty wpis i aż dziw mnie bierze, że jednak znajduję czas na pisanie. Zazwyczaj wieczorem siadam w rogu łóżka z laptokiem na kolanach i Piesem przy boku.
Tak jak już kiedyś wspominałem nie mam przygotowanych wpisów na zapas i w sumie dobrze, bo mogę pisać na bieżąco. Kiedyś praktykowałem tą metodę dość często, ale stwierdziłem, że za bardzo robię się leniwy. Po co pisać jak w poczekalni jest już kilka gotowców.

Dekalog mi dzisiaj strzelił i pierwszy tysiączek za mno. Choć statystyki mnie nie kręcą to jednak miło wiedzieć, że ktoś te moje wypociny i darcie japy czyta. Niestety charakter bloga zmienił się i mam nadzieję, ze nikt z życzliwych mnie nie namierzy. Chyba właśnie komfortu psychicznego brakowało mi w tamtym świecie. Za bardzo analizowałem każde słowo.
O siebie się nie obawiałem
bo w w czterech literach mam
dogryzania życzliwych,
Jednak nigdy nie pozwolę
na głupie uwagi na temat
moich najbliższych!!!
Tematów też się sporo uzbierało. W roboczych kwitnie kilka wytycznych o kolejnych wpisach. Tematy będą rożne i nie tylko o czarnych. Tym na razie odpuszczę  no chyba, że sami z czymś wylecą

A'propos tematów. Kiedy byłem w małym dołku to psioczyłem sam na siebie, że jednak nie zacząłem wcześniej bo byłoby o czym pisać. Studia, pierwsza praca, kurs na prawo jazdy a tak pozostała szara rzeczywistość. Dopiero dzisiaj mnie oświeciło (ja to mam zapłon), że tematy są tylko trzeba wyjść do ludzi. Chociażby dzisiaj, podczas spaceru z Piesem, spotkałem córkę sąsiadów, również na wyjściówce z Piesami-trzema, i zdziwiłem się ogromnie tematami jakie przetaczały nam się podczas pilnowania naszej psiej ferajny
Jednak nie cała gimbaza ma w głowie sieczkę, są jeszcze jednostki, które trzeźwo patrzą na świat, ale o tym może innom razom.

Spoglądam za okno. 
Światło latarni 
wpadło w tonację pomarańczy. 
Gęsta mgła
napływa od jeziora. 
Jest zimno. 
Może z rana powita mnie szadź. 
Uzbrojony w aparat
mam nadzieję
na pierwsze 
mrożone zdjęcia.

Rozbił mi się świat wirtualny
jak tafla lodu.
Składam skorupy z życia
w całość,
jednak zostają szramy.
Jedyne świadectwo
tego 
co było kiedyś.

******
tu był tekst, który zniknął
******

Ktoś z bitowej góry daje znać, że dzisiaj mój czas już dawno minął. Kończę bo jeszcze przez przypadek kliknę gdzie nie trzeba i całe to moje dzierganie pójdzie się... myślicie, ze to nie możliwe... to spróbujcie pisać w pozycji półleżącej będąc oślepianym światłem z minilapki podpiętej do laptoka i przygniatanym kilogramami futrzaka...

niedziela, 1 listopada 2015

Pierwszy jedenasty czyli Czarny znowu atakuje

Niesmak, tak mogę określić dzisiejszy dzień. Niesmak jak po przepiciu. Nie, kac to nie jest. Bardziej stawiałbym na trampka po kilku godzinach sam na sam z sedesem. Kiedyś wspominałem jak wkur*ia mnie to całe zamieszanie ze zniczami, skarbonkami na seminarium czy pierdylionem przepychających się ludzi.

Jedynie co w tym dniu daję mi chwilę wytchnienia to godzina lub dwie przy grobie. Czarny w tym czasie odprawia swoje czary mary, ruch zmniejsza się i można we względnym spokoju wspominać bliskich.

Niestety w tym roku Czarny przeszedł sam siebie. Jego kazanie polegało na darciu japy jakby w jakiś amok popadł. Myślę, że to nie miejsce i czas na odstawianie takich szopek. Od dawna uważam, że cały ten ceremoniał to słowa ubrane w próżnię, które tak na prawdę nie oznaczają nic.

Z zadumy wyrywały mnie co chwila strzępki krzyków... memento mori grzmiało i powracało gnane echem. Średniowiecze się komuś marzy i inkwizycja wyrwało mi się samoczynnie. Chwila zadumy została utracona i nie pozostało nic więcej jak wsłuchiwanie się w słowa ociekające jadem. Ot chrześcijanin w całej okazałości, zamiast chwili zadumy i wyciszenia, ślina ociekająca jadem wpadająca w mikrofon.

...nie ma kto trumny nosić... teraz to się firmy wynajmuje, które za ludzi zrobią wszystko...jeszcze trochę to nie będzie kto miał kwiatów nosić czy nad grobem płakać. 
Przepraszam bardzo a kto na to pozwala ludzie czy Czarny? Z drugiej strony chyba po coś były budowane cmentarne kapliczki i chłodnie aby ułatwić ten trudny okres żałobnikom. Oczywiście na te budowle szły pieniądze parafian.

Kiedy jednak dojechał do szacunku do osoby zmarłej to aż mną zatrzęsło. Jaki oni - Czarni - mają szacunek? Dla nich liczy się tylko mamona!!! Uczestniczyłem w wielu pogrzebach i każdy kolejny to w moim odczuciu odbębnienie roboty.
O jakim szacunku maił na myśli? Chyba o szacunku do mamony i dojeniu rodziny z kasy na każdym kroku. Za pogrzeb płać, za grób płać, za msze za zmarłego płać, Wszędzie tylko daj i daj. Oto szacunek do zmarłego.