sobota, 31 października 2015

Halloween czyli sieczka w głowie

Nie mogę zrozumieć szumu wobec kolejnych popierniczonych obyczajów. W szeroko pojętym D mam to, co na ten temat sądzi czarna mafia, wiadomo złodziej nie lubi konkurencji. Dla mnie to jest tylko wyciąganie kasy od ludzi. Nie czarujmy się. Halloween czy Walentynki służą tylko jednemu, nabijaniu kabzy producentom i sklepom.

Powala mnie również brak wiedzy u uczestników zabawy. 
W uwielbianej przeze mnie Ameryce organizowane są domowe imprezy. Sąsiedzi wcześniej kupują słodycze, którymi obdarowują przebierańców-dzieci. Powstają na tą okazję farmy strachu czyli specjalne straszne scenerie, które można zwiedzać.
Halloween
to nie latanie po domach i sępieniu słodyczy.

Oki, mogę zrozumieć domowe imprezy dla znajomych i cyrk z przebieraniem. Zrozumiem grupę znajomych, którzy dla swoich dzieci organizują całą tą maskaradę. Taką zamkniętą imprezę mogę zrozumieć. 

Niestety nie mogę zrozumieć jednego. Potrafimy zadziwić świat odkryciami czy osiągnięciami a nie potrafimy zakminić reguły, że omija się nieudekorowany dom i nie robi się rozpierduchy na całej posesji tylko dlatego, że nie dostało się CUKIERKA!!!

I jeszcze jedno na koniec: jak dorwę jelenia, który upierniczył mi drzwi to... nogów w doopie już nie ma!!!

wtorek, 27 października 2015

Ale się nachapałem czyli jak na prawdę wygląda praca w komisji

Dopiero dzisiaj mam siłę pisać. Niestety widzę, że się starzeję bo z wiekiem coraz trudniej wrócić mi do rzeczywistości po zarwanej nocce. Zacznijmy jednak od początku.

Zawsze ciekawiło mnie jak ludzie dostają się do takiej komisji wyborczej? Sądziłem, o ja naiwny, że są to pracownicy urzędu oddelegowani do tego celu. Dopiero od kilku lat wiem jak to wygląda. A o całym uroku pracy, tak bo jest to praca-zapier*ol, miałem okazję się przekonać na własnej skórze. Niestety z moim zezowatym szczęściem zazwyczaj odpadałem podczas losowania komisji, bo oczywiście chętnych było więcej niż stołków. Startowały całe rodziny jakby to był niedzielny wypad do supermarketu. Widać nowe trendy się rodzą tylko szkoda, że wybory są tak rzadko.

Oczywiście przy tym całym komisjowaniu nie obyło się bez szpilki wbitej w siedzenie z zazdrości. Ludziom to zawsze mało, chapali by i chapali a na koncie literki w rubryczkach pękają bo takie tłuste. W sumie to dobrze, że żadna zazdrosna paniusia nie jest w komisji bo tutaj trzeba na prawdę zapierniczać a pieniądz taki sobie.

Zatem jak to na prawdę wygląda:
  • pierwsze spotkanie (ukonstytuowanie się komisji) - zazwyczaj w takich godzinach, że trzeba albo urlop rozpisywać na godziny, albo zwalniać się i odrabiać,
  • drugie spotkanie (szkolenie i tony ustaw do czytania) - również robione jest do południa i opcja zwolnienia lub urlopu z pracy gwarantowana,
  • piątek przed wyborami - jazda zazwyczaj własnym autem po karty do głosowania. Pierwsze starcie o stolik żeby można było gdzie przeliczyć karty. Kolejny, w zależności od pełnionej funkcji: liczenie kart bądź bieganie po pieczątkę, której pilnować trzeba jak oka w głowie bo inaczej prokuratura na głowie, dochodzenie i multum nieprzyjemności. Diety, bilety, materiały, broszury i inne pierdoły. W zależności od wyborów od trzech do pięciu lub lepiej worów.

    Pakowanie tego wszystkiego do auta i jazda do szkoły, przedszkola, szpitala - w zależności gdzie jest punkt wyborczy. Ponowne liczenie kart, składanie w depozycie, kolejne telefony do urzędu, szykowanie punktu wyborczego. Kur*a ile to urna potrafi ważyć i zazwyczaj jest gdzieś w piwnicy!!! Zasada jest taka im więcej zrobisz w piątek tym mniej pracy w niedzielę.
  • niedziela w dzień wyborów - pobudka o piątej rano lub wcześniej, prze szóstą na sali. Zamykanie urny, stemplowanie jej. Stemplowanie kart. I latanie bo o siódmej trzeba lokal otworzyć.

    Dalej to już standard czyli użeranie się z ludźmi i tłumaczenie dlaczego tutaj nie może głosować. Wysłuchiwanie, że ten a ten to złodziej, dlaczego nie może dostać nowej karty bo się pomylił i takie tam. A to wszystko bez nerw chociaż mała piła spalinowa w kieszeni się otwiera!!!

    Po 21
     zaczyna się kolejna zabawa z liczeniem głosów. Jeśli ekipa jest zgrana to praca idzie, gorzej jak trafią się paniusie tutaj już tylko albo *ebać albo odstawić takie w kąt bo tylko prace utrudnia.

    Dobrze jeśli wszystko się zgadza bo można protokoły drukować, pakować wszystko z powrotem do worów, ale nie jak kto chce tylko według wytycznych a te za każdym razem są inne.

    Protokół podpisany, pakowanie do auta i hej do urzędu.
  • w urzędzie różnie. Czasami załatwi się wszystko w pól godziny, a czasami czeka się godzinami. Kiedy w końcu protokół zostanie przyjęty, wszystkie wory zdane, pieczątka zdana, protokół podpisany można jechać do domu. 
  • dom, godzina druga albo czwarta rano. Jeszcze tylko zwierzaka wyprowadzić na małe podlanie krzaczka i spać.
    Koło ósmej telefon do pracy, że jednak się nie przyjdzie bo jest się zgon.
Mniej więcej tak wygląda praca w komisji. Pomijam jakieś ekstremalne przypadki.

Ile z tego się ma?
Zależy od wyborów, tym razem był 160 zł.

Czy narzekam?
Nie!!! Pracy się nie boję a kasa mi nie śmierdzi. Zawsze wpadnie parę groszy.

Więc o co kaman?
Kaman do tych, którym się wydaje, że tyle kasy za siedzenie się dostanie. Dla mnie to i tak dużo. Będzie na spłatę debetu lub nowe buty do pracy.

Paniusie następnom razom niech sobie przemyślą głupie uwagi na temat chapania. 
Taka jedna z drugą doopy by nie ruszyła
bo stołkoza już w najwyższym stopniu rozwoju je dopadła.

piątek, 23 października 2015

Nie dla idiotów czyli idę głosować

Spieszę się bo od północy mamy ciszę wyborczą więc morda w kubeł. Choć jak znam nasze realia to znajdzie się moher czy inny psychol, który i tak będzie robił nagonkę. Kur*a ten kraj to chyba dopiero bomba atomowa wyprostuje.

Ale nie o tym miało być - 
miało być o pójściu na wybory. Tylko mnie z moherem i im podobnymi nie porównywać bo ponoć oni sami robią nagonki. Dla mnie pójście na głosowanie, o czym już wspominałem, to obywatelski obowiązek. I nie boję się tego powiedzieć! 

Kiedy rozmawiam ze znajomymi to słyszę często: nie idę bo nie mam na kogo głosować, nie idę bo i tak się nic nie zmieni. Dla mnie jest to tłumaczenie sześciolatka dlaczego koło nie ma rogów.

Idę i głosuję, choć jestem bezpartyjny, bo kur*a z czystym sercem i podniesioną głową mogę potem krytykować rządzących!!!

czwartek, 22 października 2015

Cisza w eterze czyli koniec z tym całym medialnym szumem

Widzę, że z tym ostatnim postem to trafiłem jak leśnik gołą doopą o sosnę. No nic, mam nadzieję, że komentarze dotyczyły pierwszej części wpisu bo inaczej to idę sprzęt sprzedać i w ziemiance zamieszkać. :))

*****
Oby do piątku, oby do północy i koniec medialnego szumu. Wreszcie!!!
Przyznaję, poświęciłem się i to nawet bardzo. Któregoś dnia przysiadłem i owe spoty wyborcze obejrzałem. Obejrzałem to jednak za duże słowo, przysłuchiwałem się im wybrzmiewa lepiej. W tivi leciał cyrk a ja poprzez komórkę zagłębiony byłem w necie. Jednak docierały do mnie ich próby przeciągnięcia mnie na ciemną stronę mocy. ;)

Nie jestem związany z jakąkolwiek partią. Jednak jako obywatel uprawniony do głosowania mam obowiązek, choć w jak najmniejszym stopniu, zapoznać się programami poszczególnych partii. Tak, była to dla mnie wielka męczarnia. Moja filozofia życia oparta jest na innych założeniach niż ta polityków - moja jest bardziej realna i słowa przedkładają się na czyny. Jak coś komuś obiecuję to dotrzymuję obietnicy. Proszę nie mylić tego z obowiązkami domowymi, bo tutaj każda sprawa musi zostać rozpatrzona oddzielnie a czyny muszą nabrać mocy sprawczej.

Nie zamierzam wgłębiać się i rozbijać na drobne wszystkich rewelacji jakie obiecują kolejne partie. Dziecko nie jestem, tym bardziej omamić się nie dam i zdanie mam wyrobione. Niestety nadal domek z Wiejskiej kojarzy mi się z dżemem i pieprzem bo jeden pieprzy a reszta dżemie.

wtorek, 20 października 2015

Reklama i autoreklama czyli chwalmy co dobre, chwalmy co nasze

Dzisiaj nie zanudzam tematem czarnej mafii, do którego prędzej czy później i tak wrócę. Jak wiadomo, historia lubi się powtarzać, niczym bumerang z reklamy pewnego banku. Nie powiem jakiego banku bo jeszcze mi nie zapłacili. Za to bardzo chcę zareklamować pewien, o dziwo, sklep internetowy magic-tweet.com, który rozsyła motyle

O tym sklepie dowiedziałem się przez przypadek na fejsie, polubiłem ich i jako szczęśliwiec, w ramach promocji sklepu, otrzymałem darmową przesyłkę mojego tweeta. Z tej okazji, chciał nie chciał, oberwało się Żonce, która w sobotę otrzymała anonimową przesyłkę ode mnie (skleroza ze mnie bo zapomniałem o tym).

Na czym polega zabawa w magic-tweet'a?
Zabawa w magic-tweet'a polega na anonimowym wysyłaniu zabawnych wiadomości do znajomych. Wiadomości, które potrafią zaskoczyć motylkiem.


Jak mogę wysłać magic-tweet'a?
  1. Wchodzimy na stronę magoc-tweet.com.
  2. W formularzu, po prawej, wpisujemy: treść naszej wiadomość, wybieramy kolor kartki i kolor motyla (klikając na żółty napis kolor motyla). Następnie podajemy nasz adres mailowy.
    Klikamy przycisk Dalej.
  3. W kolejnych polach formularza wpisujemy dane adresata, wybieramy opcję płatności, akceptujemy regulamin i wyrażamy zgodę na przetwarzanie naszych danych osobowych (pola z gwiazdką).
    Klikamy Zamawiam i płacę.
  4. Po dokonaniu transakcji magiczny motylek zostaje wysłany do adresata.
Jak można sprawdzić kto przysłał mi tweet'a?
Wystarczy zrobić zdjęcie przesyłce, którą otrzymałeś i opublikować je na facebook.com lub twitter.com oznaczając #magictweet. Anonimek, który wysłał wiadomość na pewno się odezwie.

*****
Była reklama to teraz trochę autoreklamy. :))
Chciałem serdecznie zaprosić do polubienia bloga postscriptum-fotoblog.blogspot.com.
Blog (fotoblog) ten, jak sama nazwa wskazuje, to kronika zdjęć pewnego amatora fotografa.
Nie jest to może fotografia z górnej półki, obarczona tonami obiektywów, a jedynie zabawa.
Po prawo znajduje się banerek.

Nowy projekt

...oto mój nowy projekt. Teraz niech przemówi obraz...

...wystarczy kliknąć w obrazek...

niedziela, 18 października 2015

Szable w dłoń czyli pierwszy wpis antymoherowy

Miało być o czymś innym, ale ta sprawa nurtuje mnie od kilku dni, dokładnie od piątku, kiedy to stałem się posiadaczem dowodu na kolejne zagrywki rydzyków i całego tego tałatajstwa, któremu z mózgu już dawno została sieczka a próchno uszami się sypie

Telewizornia a dokładniej same wiadomości oglądam rzadko. Już od kilku miesięcy mam wyrobioną opinię i wiem na kogo chcę oddać głos w najbliższych wyborach. Nie oglądam całej tej dżungli, małpiego gaju w wykonaniu nierobów z białego domku.

Najbardziej rozpierda**ją mnie spoty w wykonaniu partii małego gościa, które próbują utrwalić w takim małym moherowym móżdżku afery z udziałem kelnerów, goldów i żetonów od automatów. No i co, że się działy jak teraz te same mordy śmieją się ludziom w twarz i obiecują lepsze czasu. Jedni i drudzy siebie warci!!!

Kiedy rana trafiam przez przypadek na jakieś spoty, bo kanał z muzyką gdzieś między tym tałatajstwem jest zacumowany, to widzę dwie opcje jakie nas czekają. Jedno P, to krótsze z nazwy, obiecuje śmiejąc się nam w twarz - wybierzcie nas a nadal będziemy was dymać. Za to drugiemu P, temu dłuższemu, marzy się powrót do średniowiecza, stosy i krucjaty krzyżowe.

Myślicie, że przesadzam z całym tym średniowieczem i krucjatami. To zobaczcie sobie to. Zobaczcie jak moher szykuje się do walki, kur*a, szable w dłoń. A najbardziej w  tym wszystkim wkur*ia mnie wykorzystywanie symboli, które dla wielu starszych, normalnych, osób kojarzy się z czymś innym.

Tak wyglądają rozmowy katolickich rodzin. Zatem biję brawo. Nic tylko habit szyć!!!

sobota, 17 października 2015

Nowa fryzura czyli efekt pijanego fryzjera

Mam hopla na punkcie włosów i nie ma takiego bata, żeby mógł mnie powstrzymać przed wizytą w czeluściach fryzjerskich. Co do fryzury to od kilku lat obowiązuje ta sama - bardzo praktyczna, mało szczotkę molestująca.

Mój osobisty Nożycoręki od włosów sprawował się bez zastrzeżeń, niczym  silnik Diesla - zasuwał aż miło przy czym mało palił za swoje usługi żądał. Za gupio dyche łepetyna lśniła jak po woskowaniu. Co nie oznacza, że cięty (tym bardziej wcięty) byłem na łyse kolano. Co to, to nie. Już tam w domu wałki po pokoju, głowie, by latały a i spanie na wycieraczce czekało. 
zawsze jeżol 
a'la G.I. Joe.
Tym razem wszystko zawiodło. Instynkta osobiste poszły w pi...du. Wzrok zmętniał mnie był jakby rutinoscorbinu mu zbrakło. Dopiero kiedy zacumowałem we fotelu, spięty prześcieradłami, doleciał mnie bełkot fryzjera. Kuwa...kasztanów mam...siedem...no siedem...a było... ile było?, do dziś nie wiem. Włos na grzbiecie zjeżył się, derma w pośladki paliła niczym usiana igłami. Ogłupiały siedziałem...zamiast spier... lać w siną dal.

Po godzinie, godzinie!!!, molestowania grzebieniem, machania golarką przed oczyma memi, przyklapywania obwisłą ręką tego co jeszcze na głowie przed katuszami zwiało. Uwolniłem się. Pierwszy wgląd w lustro... chyba nie jest źle... grunt to się od fryzjera uwolnić... włosy w domu umyć i... się ułożą. Zawsze się układały, ale nie tym razom.

Suszę tę moją łepetynę, z wiatrem i pod wiatr. Oczu na lustra nie podnoszę co by mnie jakaś zdziwka nie powaliła na dywanik łazienkowy. W końcu, koniec dmachanka ciepłym powietrzem. Klejnoty w garść i oczy wyżej...o kur*a poleciało przez drzwi ku kuchni. O kur*a mać!!!

Tu pieje, tam pieje a między tym wszystkim dolina. Fryz lepszejszy jak po spotkaniach owej suszarki z wanna pełną wody. Jak tu do ludzi wyjść? Jak nic zlinczują za sam wygląd. Jak tu do pracy leźć. Artykuł 52 za samo spojrzenie szefa na mnie. O kaftaniku bezpieczeństwa nie wspomnę.

Pakuję się do smerfa i zapindalam do Tatki sytuację włosy pozostałe ratować. Od drzwi już drę japę czy maszynka sprawna? A Tatko jak to Tatko, ze spokojem, maszynkę mi w łapy wciska i niewinnie mówi no maszynkę chciałeś. Spojrzałem na niego wzrokiem morderczej kobry i wycedziłem na koniec strzyż Waść kur*a mać!!! Wstydu oszczędź...

piątek, 16 października 2015

Widok z okna czyli o głupotach dnia codziennego

Mówią, że woda wrze w każdej temperaturze...ciekawe czy tyczy się to również mnie. Osobnika czwartej albo już i piątej RP. Syfu, który nie wnosi nic w moje codzienne życie.
***
Kiedy przychodzi wieczór, siadam sobie w ciemnym pokoju oświetlany jedynie łuną z pobliskiej latarni i dziękuję, że przeżyłem kolejny dzień nie dając się wydymać jakiemuś urzędasowi, gogusiowi przeprowadzającego ankietę czy słodkiej dziuni z super ofertą dla mnie jako super klienta. Jaki ze mnie super klient? Zapłaciłem dopiero pierwszy rachunek i to z parodniowym opóźnieniem, bo sklerozę to Płodziciel mi w genach przekazał.

Znajomy z Kanady nie mógł zrozumieć naszego, Polaczków, trybu myślenia i załatwiania spraw w urzędach. Dopiero kiedy sam przeszedł piekło zwale dostałem spadek i co dalej zrozumiał...nie, jednak nie. Nie był w stanie pojąć jak to jest możliwe, że państwo, instytucja państwowa czy też najniższe ogniwo w tym szalonym trybiku - urzędas - mają w czterech tłustych literach pomoc szaremu obywatelowi. Ich interesuje jedno, jak wyciągnąć kasę z jelenia, który się na naszym prawie nie zna. Dodam na koniec tej historii, że załatwianie całej sprawy zajęło mu dwa lata.

Ale, ale...odbiegłem trochę od tematu.
Lubię siedzieć po ciemku, patrzeć przez okno i widzieć baranów z pieskami, którzy swoje blakoczące czworonogi wyprowadzają na trawnik sąsiedniego bloku i nawożą go z boskim uwielbieniem. Kopczyk się piękny robi, kupa goni kupę...i tak sobie myślę, że psy to też mają przesrane. Siedzi toto kilka godzin sam na sam z michą, albo dwiema, w metrażu kilku bud (kogo stać na większe mieszkania, kredytu nikt nie udzieli a jak już udzielił to we frankach i kolejne dojenie) i kiedy już nawet pan i władca wróci do domu to sam musi baniak napchać a dopiero myśli o swoim pupilku. Zatem smycz i kilka minut z przyrodą poprzez długość smyczy. Sranie, szczanie i won do domu bo mecz w tivi lub kolejna telenowela.

Siedzę po ciemku. Telewizornia wyłączona. Żal palcem guzik w pilocie molestować. Znów jakieś polityki, nawet nie wiem jakie, drą mordy o jakąś głupotę i wielkich speców udają albo tona reklam z hemoroidami, konarami bez ognia, niebieskimi siuśkami. Wychodzi na to, że tableta dobra na wszystko. Paznokcie, włosy, żyłki w doopce, nerwy i kij wie jeszcze na co. Masz problem to se łyknij pigułę.

Siedzę i sobie rozmyślam o głupotach dnia codziennego...urwa...cały zlew garów na mnie czeka...zatem spadam

czwartek, 15 października 2015

Prolog, czyli co cię nie zabije, to cię wzmocni

Podjąłem decyzję, jaką podjąłem. Pewnie w przyszłości będę żałował swojego paranoicznego podejścia do tej sprawy, ale zmęczyło mnie ciągłe wysłuchiwanie, nasłuchiwanie czy o zgrozo pisanie pod presją czy jakieś bzdety z tego mojego wywnętrzania się nie wyjdą na jaw lub co gorsza nie przybiorą na sile jak jakaś durnowata plotka.
pisanie miało być odskocznią od codziennościa nie chronicznym rozważaniem wszystkich za i przeciw
Czy będzie tak samo? Na pewno nie. Zamknąłem pewien rozdział życia. Mam nowe pomysły, inne priorytety. Co innego mi w duszy gra. Ale będę pisał! Bo brakuje mi tego!!!

Czy będą zdjęcia? Oj tak, dlaczego mam rezygnować z frajdy pstrykania. Dla tych kilku marnych żyjątek, dla których jestem cierniem w d***e. Będą foty!!!

Postawienie od nowa tego co powstawało przez kilka lat, na pewno, zajmie mi trochę czasu. Lecz bez pisania się nie obędzie a to wszystko dzięki  Wam.

PS. Też nie przyjąłem do wiadomości zakończenia zabawy z bloggerem. 

środa, 14 października 2015

Ostatni wpis

...niestety tak się to wszystko układa, że dochodzimy do miejsca, w którym trzeba powiedzieć koniec. Dziękuję wszystkim za te cztery lata - jak to się dziwnie złożyło, start i finisz w październiku...

...trudno się rozstawać, ale ... no właśnie ... na zakończenie powiem tylko tyle, że na pewno jeszcze się spotkamy, kiedyś...

...mała prośba z mojej strony - wiem, że czytało mnie sporo osób - zostawcie wpis w komentarzu - swoje imię i miejsce skąd jesteście...

wtorek, 13 października 2015

Koniec?

(...)
- Chodźmy!
- Dokąd? - spytał Puchatek.
- Wszystko jedno dokąd - rzekł Krzyś.
***
I poszli, trzymając się za ręce. I dokądkolwiek pójdą i cokolwiek im się zdarzy po drodze, mały chłopczyk i jego Miś będą zawsze bawić się wesoło ze sobą w tym Zaczarowanym Miejscu na skraju Lasu. (A.A. Milne - Chatka Puchatka)

osiągnąłem metę. 
Przede mną widnieje szarfa 
z napisem koniec
Nie wiem 
czy odkładanie 
tego faktu,
na czas bliżej nie określony,
ma jakiś sens. 

Powoli zamykam
rozdział z życia.
Stalówka pióra
stygnie
w szufladzie.
W kącie 
cichnie
stukot klawiszy
laptopa.

Zatem to

koniec.

Świat skurczył się

do rzeczywistości.

Niestety
czas
bezlitośnie pędzi do przodu.
W pogardzie mając
dramat
blogera.

Do zobaczenia
niemymi literami
przemawia 
odbicie 
komputerowym ekranie...

...do zobaczenia...

czwartek, 8 października 2015

No i znowu

...nie wiem gdzie ręce włożyć. Czy w ten projekt spojrzeć czy w inny...a może ten nowy rozpocząć bo jak znam życie to i na niego przyjdzie czas i pora - czas krótki a pora na wczoraj. Powoli zaczynam wierzyć w reklamy...hmm to bym pojechał...zaczynam wierzyć w niektóre przesłania płynące z reklam...bo jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego...i tak zaczynam się czuć jak ten środek uniwersalny na wszystko. Nic tylko czekać jak mnie w promocji na tv shopie wystawiać będą za jedyne coś tam coś tam dziewięćdziesiąt dziewięć groszy. Będę prał, gotował, sprzątał, w między czasie śmieci wyniosę, zakupy przyniosę - ot robocik od wszystkiego  a projekty leżą...

...rzucanie kur*ami też nie przynosi zamierzonego celu. Widać kogut za cienki aby kura mocy sprawczej nabrała. Z drugiej strony może i bym się wziął ogarnął, ale na sępy krążące nade mną to ja wpływu nie mam. I jak znam życie szybko pożrą moje dobre serducho...a kto oberwie? JA. Zatem od dzisiaj biorę sobie do tego właśnie serducha maksymę...jak masz miękkie serce to musisz mieć twardą doopę...i taki będę nieprzystępny, małpa wredna...SubZero z Uciekiniera...a może nie bo on z kosą w plecach skończył czy jakoś tak...

...SubZero - gościu po prawej...
...ale żeby nie było, że tylko pracą żyję, bo tak do końca nie jest...to muszę donieść, że bardzo się ukulturalniamy razem z Połówką. W poniedziałek braliśmy udział w wystawie prac plastycznych Pań biorących udział w projekcie Lato ze sztalugą zorganizowanego przez Stowarzyszenie ONA,..





...i tak w sumie co drugi dzień jak nie z kulturą to ze ścierką, zatem oby do piątku...

wtorek, 6 października 2015

Skansen w Szymbarku (*) cz. 2

...dom trapera kaszubskiego z Kanady - drewniana chata zbudowana została przez pradziadów Edda Chippiora - Marianna i Augusta Szczypiorów z Sierakowic, którzy do Kanady wyjechali w 1858 roku i osiedlili się w prowincji Ontario...
...Emigranci wypływali z Bremen i Hamburga by po długich miesiącach rejsu w trudnych warunkach dotrzeć do nowego lądu. Tam w borach Kanadyjskich otrzymali teren, na którym rósł gęsty dziewiczy las, otoczony wzgórzami skał i wielkimi jeziorami...
...każda z pierwszych rodzin otrzymała 200 akrów ziemi. Pierwszym warunkiem by przeżyć było zbudowanie drewnianych chat, w których z początku mieszkali z dobytkiem i inwentarzem. Przez całe życie ciężko pracowali przy karczowaniu tajgi i czyszczeniu ziemi z kamieni, na której potem budowali swoje nowe skromne chaty i zagrody...



...dom z Adampola (miejscowość w Turcji). Osada, z której dom został przywieziony do Szymbarku, powstała w 1842 roku. Nazwano ją „Adampol” na cześć swego założyciela księcia Adama Czartoryskiego, męża stanu i wybitnego polskiego działacza niepodległościowego...
...obecnie mieszka w niej około 600 osób, w tym około 100 Polaków, do dziś mówiących w ojczystym języku. 
Dom powstańca polskiego z Adampola stanowi dopełnienie idei budowy domów wszystkich grup Polaków, którzy z różnych powodów musieli opuścić swój rodzinny kraj...


...bunkier Gryfa Pomorskiego, zrekonstruowany jeden z bunkrów należących do TOW Gryf Pomorski... 
...zebrano w  nim wiele oryginalnych elementów wyposażenia, jak i osobistych pamiątek, przechowywanych pieczołowicie przez Gryfowców...
...do zrekonstruowanego bunkra prowadzi podziemny tunel, z którego przechodzimy do obszernej otuliny właściwego bunkra. Może ona pomieścić ponad 60 osób. W bunkrze przeżywamy „prawdziwy” nalot, dzięki specjalnym efektom akustycznym...

...dom do góry nogami, ta budowla ma być alegorią współczesnego świata, w którym tradycja i system wartości zostały postawione na głowie. Niestety nie udało mi się go zwiedzić, ach ten błędnik. Wystarczyło kilka kroków a przypomniały mi się śledzie z 30 lutego...

...kościółek św. Rafała. Św. Rafał Kalinowski był powstańcem styczniowym i członkiem powstańczego Rządu Narodowego. Skazany na karę śmierci, został ułaskawiony i zesłany na Sybir. Po powrocie do kraju wstąpił do zakonu karmelitów bosych, umarł w opinii świętości w 1907 roku w Wadowicach...

...pamiątki znajdujące się w kościółku: belka z Kołymy, z ogrodzenia sowieckiego łagru, z resztkami drutu kolczastego; oryginalne elementy bunkra gryfitów, przekazane przez byłych żołnierzy Gryfa Pomorskiego; 180-letnie ławki z sanktuarium Matki Bożej Królowej Kaszub z Sianowa; ściana prezbiterium zbudowana jest z drewnianych elementów XVIII-wiecznego domu Sybiraka; Belki z Jasnej Góry, pamiętające obronę Częstochowy w okresie potopu szwedzkiego; ponad trzystuletnie belki z Wyspy Spichrzów w Gdańsku. Poza pamiątkami z drewna, oddającymi ducha całego Centrum, w kościółku znajdują się symboliczne kamienie(...)kamień z pierwszej archikatedry na Wawelu, kamień z pierwszego ołtarza romańskiego z archikatedry w Gnieźnie, kamień z fundamentów siedziby Mieszka I na Ostrowie Tumskim w Poznaniu czy kamienie z fundamentów Zamku Królewskiego w Warszawie. Jest tu także kamień z Giewontu, spod krzyża, do którego podążają najdłuższe w Polsce pielgrzymki...


...największy fortepian świata, instrument został wykonany metodą tradycyjną, zgodnie ze sztuką budowy organów wzorowanych na najstarszych organach w Polsce, znajdujących się w Kamieniu Pomorskim. Konstrukcję drewnianą instrumentu wykonał rodowity Kaszuba - mistrz stolarski Witold Recław z Brodnicy Górnej gm. Kartuzy, a błysku nadał mu mistrz lakiernictwa Marek Bluhm z Nowej Sikorskiej Huty, gm. Stężyca... 
..Stolëmòwi Klawér oparty jest na 6 nogach, na których umieszczone są portrety wybitnych muzyków zasłużonych dla polskiej kultury – Fryderyka Chopina, Stanisława Moniuszki, Ignacego Jana Paderewskiego, Mieczysława Karłowicza, Karola Szymanowskiego, Henryka Mikołaja Góreckiego...


Podsumowanie:
  • cena: wejście do Skansenu kosztuje 18 zł dla osoby dorosłej. Zniżki dotyczą jedynie dzieci do sześciu lat. Brak zniżek dla emerytów...
  • wrażenia: do dziś mam mieszane uczucia po wizycie w tym miejscu. W jednym miejscu należy zachować ciszę (tabliczki informujące o tym) - dom Sybiraka, Łagry, Kościółek - aby w innym oddać się żartom - dom do góry nogami...
  • gastronomia: przykro to przyznać, ale cena nie przekłada się na jakość i ilość jedzenia. Brak kuchni regionalnej. Lepiej wziąć swój prowiant aby później nie mieć rewolucji żołądkowych...
  • pamiątki: sklepik jest i owszem, ale jak zwykle...
* Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku (CEPR)

poniedziałek, 5 października 2015

Skansen w Szymbarku(*) cz.1

...nasz pogodowy Krecik niczym szaman zarzucał od kilku dni wieści o dobrej pogodzie. Słonecznej, dwudziestostopniowej iście wiosennej. Zatem na wyższym szczeblu zapadła ważna informacja by udać się do domku co na głowie stanął, bagatela trzysta kilometrów od naszego domiszcza, w Szymbarku...

...droga oczywiście nie mogła obyć się bez przygód i jak zwykle nadrobiliśmy kilkadziesiąt kilometrów. Niestety tym raz nie padło sławne (k.w.a) asfalt się skończył...

...Skansen położony jest w lesie szymbarskim (w jednym z najładniejszych turystycznie miejsc w Szwajcarii Kaszubskiej). W tym szczególnym miejscu można poznać historię, język i kulturę Kaszub, ale nie tylko...

...pierwszym obiektem, który wita turystów jest Statua Światowida Kaszubskiego. Światowid był najważniejszym bóstwem Słowian, a jego kult znany był na Pomorzu. Jednak kaszubska Statua swoją symboliką nawiązuje do cech Kaszuba, czyli: religijności, pracowitości, patriotyzmowi i uporowi...

...drewno ukochany budulec Kaszubów doczekał się podwójnego rekordu Guinnessa. Najdłuższe deski świata o długości 36,83m (rekord pobity przez Niemców) i 46,53 m (2 czerwca 2012) oraz Stół Noblisty (długość: 35 m, waga: 6 ton, objętość: 7 kubików, ilość miejsc: 230 osób) powstał z kromy drzewa powstałej podczas cięcia deski...



...Sybirak, drewniany dom przywieziony spod Irkucka (8190 km). Dom wybudowany przez osiemnastowiecznych zesłańców syberyjskich, rozebrany w taki sposób, by nie uszkodzić i nie zgubić najmniejszych nawet detali. Ponownie złożony w Szymbarku.


...między brzozami mieści się, zbudowany według schematu narysowanego przez powojennych zesłańców AK (grupa Borowiczan), model sowieckiego łagru. Mieścił on 144 osoby, w którym od słupa do słupa spano dziesiątkami w tzw. „szychtach”. Na jedną osobę przypadało półtora deski. Jeśli ktoś nie wytrzymywał tych warunków, na jego miejsce pojawiał się ktoś inny...

  

...atrapa pieca grzewczego była także imitacją w tamtej rzeczywistości, gdyż zesłańcom nie dawano drewna na opał...


...stały tam wagony przeznaczone na wywóz do (...). Wybudowano w nie poziomo w środku wysokości drugą podłogę, aby aby można było "napakować" więcej ludzi. 



Dla przygotowania żywności musieliśmy wybierać kartofle z kopców na polu...1 kwietnia wyjechaliśmy do Rosji.



Do jednego wagonu pakowano nas około 50 osób. W środku podłogi był wyrąbany otwór dla osobistej potrzeby naturalnej...




25 kwietnia 1945 roku dojechaliśmy do obozu Białoreck - południowo-wschodni Ural. Nazajutrz mnie i dziewięciu współwięźniów skierowano do wykopania dołu dla pogrzebania zmarłych w czasie transportu (...) Władysław Wicki Prokowo-Kartuzy

...niedźwiedź Wojtek, syryjski niedźwiadek brunatny, który wyrósł na żołnierza 2 Korpusu Polskiego Generała Andersa. Znany był z dużej siły i poczucia humoru. Lubił dobre jedzenie i napoje, które wypijał prosto z butelki. Sięgał po piwo gdy było mu smutno...
...jako żołnierz 22 Kompani Zaopatrzenia Artylerii przeszedł cały szlak bojowy od Iranu, przez Irak, Palestynę, Egipt, do Włoch. W bitwie pod Monte Cassino dźwigał ciężkie pociski artyleryjskie na pozycje...



* Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku (CEPR)

sobota, 3 października 2015

Spacer po lesie w Ślesinie

...dawno nie pamiętam takiej soboty. Zakupy i do Ślesina. Małe porządki na rabatach i do lasu...
















































...pięć kilometrów za nami, był Rico, Połówka i ja 3xl...a byla też brzoskwinia w lesie i...pajęczyny...

...a jutro Szymbark...możemy się spotkać w domu do góry nogami...