czwartek, 31 grudnia 2015

Koniec roku czyli i mi zebrało się na podsumowania

Jeszcze niespełna dwie godziny dzielą nas od nowego roku. Jak mawia moja znajoma znów jesteśmy o rok starsi i o rok głupsi. Trudno się nie zgodzić z osobą, która za sobą ma prawie dziewięć dziesiątek, ale nie o tym miało być.

Jaki był ten rok?
Był to rok bogaty w doświadczenia. W styczniu kończyłem walkę z rwą, która mnie dopadła. Przekonałem się na własnej skórze, że w świecie NFZ jetem tylko kolejnym numerkiem statystycznym. O standardach choćby z niemieckich szpitali możemy pomarzyć. Bliżej nam do Mozambiku, chociaż i tutaj mogę się mylić i jesteśmy sklasyfikowani na dalszej pozycji, czyli w czarnej doopie.

Duże zmiany zagościły w naszym domu pod koniec marca. Wtedy to pojawiła się mała czarna kruszynka, słodziak, pieszczoch i uparciuch. Chociaż nasz Pieso to zdolniacha i pojęty zwierzak to za swoim tatusiem wielki uparciuch. Czasami gardło można sobie zedrzeć ciągłym  nie rusz, zostaw, do lewej, idziemy, fuj i tak w kółko. Jednak ostatnio jest większy postęp, w końcu, między nami pojawiła się ta więź, która pozwala na porozumienie się bez jakiegokolwiek słowa. Spacery są teraz bardziej spokojniejsze i mam pewność, że po spuszczeniu ze smyczy Pieso wróci na komendę a nie poleci w siną dal. Kochana Psiuta.

Pojawienie Psiuta wywróciło nasz świat podobnie jak przy dziecku. Nie potrafiłbym zostawić go samego sobie. Rozmowom, przytulachom nie było końca. Cały czas poświęcaliśmy tylko jemu, fotografia musiała poczekać kilka miesięcy. Dopiero we wakacje powróciłem do ulubionego zajęcia i już razem wędrowaliśmy. Psiuta, Młoda i ja.

Czerwiec to wypad do Zakopanego. Po siedmiu latach wróciliśmy do Drwala i w weekend udało nam się zobaczyć więcej niż podczas wcześniejszego pobytu, choćby góralskie wesele.

Październik zapisał się wielkimi zmianami w moim blogowym świecie. Niestety wścibstwo, zazdrość ludzi jest ogromna. Doszło do tego, że musiałem warzyć każde słowo, które pojawiło się na blogu. To dzięki Wam jestem tutaj i piszę nadal, chociaż zmienił się styl i tematy to czuję, że w końcu jestem wolny.

Praca, szkolenia i obsługa graficzna i multimedialna spotkań to było to co gościło w moim grafiku przez ostatnie miesiące. Mimo wielu podziękowań i pochwał od uczestników spotkań nie przełożyło się to na większe konto w banku. Niestety w naszym kraju w modzie jest klepanie po plecach a nie uznanie pracowników, którzy naprawdę chcą coś zrobić i zmienić. Chyba nie opuściła mnie jeszcze naiwność dziecka.

Grudzień jednak nie pozwala zamknąć mi roku z dużym plusem. Wygląda to tak jakby cały pech skumulował się w tym miesiącu. Choroba Płodziciela, częste kursowanie między domami, miliony telefonów i typowa oślica u chorego. 
Rodzicielka również w ostatnim tygodniu dołączyła do klubu chorych. Zamiast patrzeć pod nogi to buja w obłokach i długo nie trzeba było czekać jak zaliczyła bliskie spotkanie ze schodami. Dziękować, że skończyło się tylko na potłuczeniu.

Dzień przed wigilią zaliczyłem kolizję drogową. Do dziś nie wiem czy gościu mi się wystawił, czy nie, ale portfel luźniejszy jest prawie o pół tysiąca bo oczywiście mieliśmy się dogadać a jak co do czego doszło to znalazły się Misiaczki. Autko za bardzo nie ucierpiało, drugi kierowca i ja bez uszczerbku na zdrowiu. Niestety część oszczędności poszło się bujać na mandat. Kurwa mać. Misie miały na pomóc ze spisaniem oświadczenia a skończyło się na mandacie. Taki to piękny kraj, ech. Młodzi byli to chcieli się wykazać. Szkoda tylko, że moim kosztem.

Jednak w nowy rok wchodzę z dużymi planami, ale o tym będzie później.

Źródło: kartki.tja.pl

wtorek, 29 grudnia 2015

Karuzela czyli nie wiem od czego zacząć

Pieso śpi z głową opartą o moje stopy, w kuchni bulgoczą stópki na zimne nóżki, a ja w końcu znalazłem chwilę na molestowanie klawiatury.
Spraw namnożyło się sporo co powoduje mętlik w głowicy pod tytułem czym by się podzielić?

Może na dzień dobry (a raczej dobry wieczór bo na dworze już ciemno) powrócę do tematu Elektrona. Jeszcze przed świętami otrzymałem maupę z prośbą o wyrozumiałość bo oni się modernizują. Jako, że zostałem pięknie olany i to nie pod wiatr przez Elektrona to odpisałem, że w ciemni mam ich modernizację. O dziwo sprawa została zarejestrowana chociaż maupa od Elektrona twierdziła, że została wysłana automatycznie.
Na odpowiedź nie oczekiwałem, ale jednak Elektron bezczelnie powiadomił mnie, że on w ogóle nie wyraża zgody na prolongatę płatności. Czujecie? Dopiero jak wspomniałem o Jaworowicz to zmiękli. Brawo JA! Aha i chociaż rachunki już popłaciłem to troch ich pomęczę, he he he.

Grudzień nadrabia z nawiązką za cały rok. Złych spraw mnoży się od cholery i ciut ciut. Płodziciela dorwała rwa. Do tego uparty jest jak osioł i nie da sobie wbić do łepetyny, że samo qrwa mać nie przejdzie. Do tego dr Kitel pokroju dr Wezuła z Rancza leczy w myśl pomóc nie pomoże, ale i nie zaszkodzi
Rodzicielka za to urządziła sobie bliskie spotkania trzeciego stopnia. Bidulka potłukła się i dziękować, że tylko na tym się skończyło. Niestety uparta podobnie jak Płodziciel i zamiast patrzeć pod nogi to buja w obłokach.

Święta zatem upływają nam w rozjazdach chociaż i autko oberwało, ale o tym w kolejnym wejściu...

sobota, 19 grudnia 2015

Jeszcze się taki nie narodził czyli wszystkim nie dogodzisz

Niestety starzeję się. Starzeję się i łagodnieję z wiekiem. Chociaż głowa nadal nadążą z produkcją odpyskówek dla tubylców to jednak zaczynam każde takie starcie odchorowywać. Ciśnienie, które tak pięknie pielęgnowałem zaczęło powrót do tańca na rurze. Do pikawy dołączył się głodomór i odstawia swoje cyrki raz na jedną a raz na drugą rurę. A najbardziej wqrwia mnie ten natłok myśli i samowolnych analiz całego zajścia i tego, co trzeba było zrobić.

Nie powiem, odpyskowałem się pięknie. Kreatywność moja rozwinęła się bardzo, wszystko dzięki tubylcom. Przez te kilka lat, stres i obcowanie z ludem pierwotnym wyostrzyły moje zmysły na tyle, że w sekundzie potrafię stworzyć wiązkę słów, których sam Miodek by się nie powstydził, a które tak pięknie opisują krótkie O.D.P.I.E.R.D.O.L  S.I.Ę !!!

Jednak samo spuszczenie żółci na nic się zadaje, kiedy przed nami jeszcze jedenaście rund. Trzeba szybko zbierać siły bo kolejne starcie to wielka niewiadoma. 

Nie potrafię zrozumieć takich ludzi, którzy radość czerpią z tego jak grubą warstwą błota obrzucą drugiego człowieka. Jak można być tak fałszywym, jak nisko trzeba mieć umiejscowione sumienie?, honor?, ego? aby tak zafałszować własny wizerunek. Mam coś do kogoś to mu to mówię a nie po kontach doopę obrabiam.

Czuję się zmęczony, kiedy dociera do mnie, że nie wiadomo co bym nie zrobił to i tak będzie źle. Mam dość tej całej walki z całym światem, udowadnianiem że to nie ja jestem zły, że to wyssana z palca plotka ociekająca jadem robi za mój image.

Chętnie bym to wszystko pieprznął i zaczął w innym miejscu. Szkoda, że moją pracę potrafią docenić obcy ludzie, ludzie z zewnątrz, a nie Ci, którym już nie raz ratowałem doopę z opresji.

piątek, 11 grudnia 2015

Szare życie czyli walka o byt

Wojny z Elektronem, a raczej ciszy na froncie, ciąg dalszy. Po raz kolejny się przekonałem, że naiwny jestem jak male dziecko co tylko cyca ciągnie i w pieluchę rżnie. Otóż przed terminem zapłaciłem za pierwszą fakturę od Elektrona, w nadziei, że doceni on moją chęć współpracy i przychyli się do mojej prośby, o której pisałem ostatnio. Jeśli nie pisałem to teraz nadmieniam, że chodziło o zmianę terminu płatności drugiej faktury.

Nie musiałem czekać długo, aby przekonać się, gdzie wielce oświecony Elektron, ma  moje, szarej myszki, prośby i zażalenia. W hierarchii prądowej zajmę bardzo wysokie miejsce - blisko zwieracza. Zatem do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnej odpowiedzi co dalej z tym fantem zrobić. Dodatkowo po raz trzeci Elektron obdarował mnie fakturą  - bo jemu się qrwa mać na koniec roku wszystko zgadzać się musi!!! Żeby było wesoło to kolejna płatność przypada oczywiście przed świątecznie i uj w bombki strzelił, choinki nie będzie.

Jednak Elektron to szuja, która w doopie ma Konwencje Genewską i kopa, co by nie wstał,  posyła leżącemu w postaci listu, w którym to prosi o wyrozumiałość bo oni się unowocześniają i stąd te problemy. A nie można tego było w sierpniu powiedzieć i poinstruować co i jak!!! Żeby teraz zamiast faktur, prezenty pod choinką leżały!!!

Zatem Polaku płać i płacz. Wielki Elektron ma na Bahama i premie dla pracowników. Ty szary Polaczku, mimo jego zapewnień, masz długi i zero radości z tych świąt.
Nawet Kevin na Polsacie
nic tu nie pomoże!!!

wtorek, 8 grudnia 2015

Będzie o pieniądzach czyli trzeba się porządnie nabiegać

Termin zapłaty rachunków za prąd coraz bliżej a odpowiedzi od Wielkiego Elektrona brak. Jak zwykle ogarnia mnie wielki wqrw, bo nie lubię kiedy ktoś mnie olewa lub robi w przysłowiowego uja.

Kiedy rozpoczynam współpracę z nowym kontrahentem to na wstępie naszej rozmowy zaznaczam, że wolę usłyszeć najgorszą prawdę niż być zbywanym czy robionym w uja. Wielu, oj wielu, przekonało się, że lepiej stosować się do owej zasady niż rano budzić się z ręką w nocniku i zamiast strony firmowej mieć wpis o nieuregulowanej wpłacie. Lepszy taki wpis niż niejeden komornik.

Wspominałem przecież już nie raz, że franca jestem.

Dzisiaj ponownie przekonałem się, że w naszym kraju trzeba się porządnie nabiegać aby coś osiągnąć. Dodatkowo na każdym kroku trzeba udowadniać, że nie jest się złodziejem i to czy tamto należy się nam jak psu kiełbasa.

Pół dnia!!! Pół dnia zajęło mi latanie między działami pewnej firmy, aby otrzymać zapłatę za swoją pracę. Do tego każdej osobie trzeba się było tłumaczyć po co i dlaczego. W końcu spocony i wqrwiony dobrnąłem do księgowości żeby usłyszeć, że pieniądze będą jutro. Co!!! Jaja pani sobie robi!!! Wyrwało się z gardzieli mej. I wiecie co - podziałało. Kasiura na koncie była za kwadrans a ja spokojnie mogłem chociaż częściowo zadowolić Elektrona.

niedziela, 6 grudnia 2015

Fajerwerki czyli syndrom pustego łba

W końcu dopadła mnie chwila spokoju, więc jestem i donoszę, że za to ludzi dopadł popierdolec i to nie przedświąteczny, ale przedsylwestrowy. Od kilku dni nie ma spokoju na osiedlu. Co chwila słychać, widać i czuć: huki, błyski i siarkę.

Dobrze, że o tej porze roku szybko robi się ciemno. Aktywność popierdolców spada wieczorami. Zatem w spokoju mogliśmy z Piesem udać się na wieczorny spacer, bez dodatkowych wrażeń specjalnych.

Niestety ilość wystrzelonego prochu nie przekłada się na wiedzę o tym kiedy można petard i fajerwerków używać. A wystarczy zamiast oglądania kolejnych gorących filmików w necie wstrzelić w Wujka Gugiela fajerwerki kiedy.

Na znalezienie informacji o legalnym strzelaniu z petard czy puszczaniu fajerwerków potrzebowałem dziesięć sekund.
Petard można legalnie używać

tylko dwa dni w roku 31 grudnia i 1 stycznia!!!
Jednak w naszym pięknym kraju prawo swoje a ludzie swoje. Po forsę od Państwa to wiedzą gdzie uderzyć, ale jak przestrzegać kilku zasad już nie.

Sama sprzedaż materiałów wybuchowych, bo petarda to jest materiał wybuchowy, powinna się ograniczać do okresu poświątecznego i przedsylwestrowego a nie pod koniec listopada!!!

Oprócz sprzedawców największą winę ponoszą RODZICE, którzy w tej materii przejawiają zanik komórek mózgowych i ogólne ogłupienie. Kupuje taki Rodzic-tuman fajerwerki w byle sklepiku lub, o zgrozo, na bazarku osiedlowym. Nie ma pewności skąd one są i czy na pewno są bezpieczne. A potem na osiedlu krzyki i płacz, żeby dziecko ratować bo urwało mu paluszki lub poparzyło twarz!!!

W przedświątecznej gonitwie zapominamy o naszych czworonogach, dla których huk odpalanej petardy to koszmar.

Dla nas i Piesa będą to pierwsze święta i Sylwester. Nie sprawdził się scenariusz z burzą - tej o dziwo się nie boi. Krótko mówiąc burzę ma w swojej psiej doopce. Jednak petardy to już inna bajka. Wczoraj ciężko było go uspokoić. Dzisiaj w drodze powrotnej ze spaceru zadziałała dobra smycz, bo inaczej to szukaj psa w polu. Teraz Pieso śpi i chrapie.
Zatem jeśli masz trochę oleju w głowie

zamiast petard
kup swojemu dziecku
zabawkę lub książkę!!!
źródło

poniedziałek, 30 listopada 2015

Rozmowa z biurem obsługi czyli z kamerą wśród zwierząt

Niestety chyba nigdy się nie nauczę, że jak ktoś ma miękkie serce to musi mieć twardą doopę a przy tym naiwny i łatwowierny jestem jak roczne dziecko. Zagłębiając się dalej w temat stwierdzam, że chyba urodziłem się nie w tej epoce co trzeba, ale może po kolei.

W maju w naszej okolicy ruszyła wielka wymiana liczników co prąd zliczać miały. Owe liczniki, bestyje jedne, z tych co ledwo pierdnięcie elektronu zliczą a jak trzeba będzie to i w świat wiadomość o ilości pierdnięć i bęknięć owego elektrona wyślą.

Dodatkowo, chyba w pakiecie z licznikami, Wielki Operator dostał modernizację oprogramowania a jak wiadomo - na przykładzie jesiennych wyborów z 2014 roku - wszystko pięknie pierdolnęło.

Nastała ciemność i epoka dinozaurów.

Pierwsze skminienie, że jednak coś nieteges z wielki Bratem Operatorem, dopadło mnie w sierpniu kiedy niczym zgłodniały pies czekałem na kiełbasę...tfu, fakturę. Telefon na elektronową infolinię też nic nie wniósł do sprawy. Jakaś zołza z ciężkim syndromem cioci z łameryki warknęła mi w słuchawkę mamy jeszcze czas!!! Co miało oznaczać spieprzaj dziadu.

Niezrażony pierwszym podejściem, niczym Cejrowski na spotkaniu autorskim, postanowiłem swoje żale wylać na papeterię poczty nomen omen elektronicznej. Trzy paczki chusteczek poszły zanim wybrnąłem z tematu jak to mnie pani opieprzyła, że jej doopę w sierpniową gorączkę zawracam. Przy okazji dorobiłem się nowej klawiatury bo starą ślak trafił. Widać sól z łez lub ciężka trauma po moim żalu przelanym na papier ją wykończyła.

Odpowiedź przyszła krótka: C Z E K A Ć!!!

I tak czekałem, jak już wcześniej wspomniana wielokrotnie doopa wołowa, aż do dnia listopadowego. Jakieś szczątki genów po dziadku z powstania się we mnie rozbudziły i wielce wzburzony z korniszonem na ustach udałem się do BOKu.

Temperament mój z lekka osłabł był, kiedy deski z wielce olakierowanej ławeczki odbyły godzinną molestę z siedzeniem mym. Widać jakiś spindoktor na iście szatański pomysł wpadł zmiękczania klienta.
Nawet babeczki żal mi się zrobiło bo w sumie co ona winna. Za idiotyzmy szefów obrywa przy wynagrodzeniu średniej krajowej tej najniższej.

O dziwo, spokojnie, jej wyłuszczam o co teges  i już za chwilę rozmawiam z cwaniaczkową z BOKu. Niczym po Vibovicie odbijałem każde słowo i próbę zwalenia winy na mnie. Się wie, kto ma pilota ten ma władzę. Zobrazowałem pięknie całą sytuację o zarobkach szarej strefy, która tak samo zakończyła żywot jak wielki kryzys, o Wigilii z rachunkiem na stole dla strudzonego Wędrowca i całej Rodzinki zamiast karpia, o choince bez bombek bo uj ją strzelił kiedy zobaczyła fakturę za prund.

Widać aktor ze mnie lepszy od Pazury bo babeczka prawie płacząc nad losem mem zaproponowała mi rozkład (kwoty, nie się) na dwie mniejsze - jedna teraz a druga po nowym roku. Uradowany, niczym Jasio co w końcu od Mikołaja rower dostał, zgodziłem się na wszystko i taki rozklawiaturowany na zębach byłem do dzisiaj.

Bo dzisiaj dotarły do mnie dwie faktury. Jedna płatna na teraz i druga płatna...nie po nowym roku...ale dwa dni później po pierwszej. I gdzie tu kuwa logika w tym wszystkim. Widać burdel trwa dalej u Elektronów a za panienki zapłaci... tylko taki jeleń jak ja...

[UPDATE] Reklamacja na usługę napisana i wysłana. Sprawa zarejestrowana. Ciekawe co na to Elektrony?

sobota, 21 listopada 2015

Olewka czyli jak grochem o ścianę

Mam dość... tłumaczenia, proszenia w zamian za olewkę i obrabianie doopy po kątach tylko dlatego, że jestem wymagający. Zauważyłem, że z wiekiem łagodnieję. Chyba? W łorkowych kuluarach mianowanie mnie tytułem starej fra*cy zmieniło oblicze na poczę na ciebie z politowaniem albo pie*dol, pier*ol i tak zrobię po swojemu czyli dla mnie kawka a dla ciebie robota.

Chyba na prawdę mam dość. Stwierdziłem, że niektórych osobników nie da się zreformować więc po co tracić zdrowie i nerwy. Robię co do mnie należy i coraz częściej odsyłam sępy z kwitkiem bo sami są sobie winni - winni własnego lenistwa i głupoty.

newsweek.pl
Szanuję za to osoby, które chcą czegoś się nauczyć, wiedzieć więcej.
Każdy z nas ma inny stopień przyswajania wiedzy - jednemu wystarczy raz pokazać i już rozumie, drugiemu trzeba powtarzać kilka razy. Ale chcą wiedzieć i za to szacun!!!


zwierciadlo.pl
Niestety w pracy jest również grupa, zwana stare wygi, która swoimi obowiązkami obarcza młodych pracowników. Wqrw wtedy mam duży i potrafię się odszczeknąć za młodych, tak że w pięty wchodzi.

Pieprzone naleciałości ubiegłego ustroju nie uprawniają ich do tego, aby inni pracownicy wykonywali za nich pracę. 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Piątek trzynastego czyli #prayfromparis

Piątkowe, paryskie, wydarzenia dotarły do mnie z małym opóźnieniem. Zapracowany, źle rozszyfrowałem pojawiający się na Instagramie tag #prayfromparis.  Słowo pray - modlić pomyliłem z pride - duma a całe to tagowanie przypisałem wygranej Francuzów w meczu towarzyskim z Niemcami.

Dopiero sobotni poranek przygniótł mnie ogromem informacji. Onet krzyczał artykułami i zdjęciami z piątkowych wydarzań. W pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć temu co się wydarzyło, w następnej na usta cisnęło mi się wiedziałem, że tak będzie.

Czy jestem rasistą?
Nie, nie sądzę. Twierdzę, że każdy z nas ma prawo do spokojnego i bezpiecznego miejsca na Ziemi. Nigdy nie uważałem, że ludzie innego koloru czy wyznania są gorsi od nas bladych twarzy. Dla mnie tacy ludzie to skarbnica wiedzy na temat zwyczajów innych kultur. Jednak z wielkim sceptycyzmem podchodziłem do zachowania się polityków, którzy z otwartymi ramionami, bez jakiejkolwiek logiki i systemu, przyjmowali emigrantów uchodźców.

Czy przeciwny jestem pomocy dla emigrantów?
Oczywiście, że nie. Jednak w tym szaleństwie należałoby znaleźć metodę i udzielać pomocy osobą, które chcą znaleźć dla siebie i swojej rodziny dom, ale które również będą uczęszczały do szkół, pracowały a nie tylko liczyły  na zasiłek w swoim zamkniętym światku,
Takie osoby powinny zostać odesłane z powrotem. 
Może brzmi to makabrycznie i wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale taką metodę należałoby zastosować do wszystkich emigrantów uchodźców niezależnie od wyznania, koloru skóry czy narodowości. Nawet nas Polaczków.

W tej chwili czuję się zagubiony i rozbity. Szacunek dla człowieka i życia (nie ten, który próbował zaszczepić mi kościół) mają się nijak z tym co przedstawia świat. Może za krótko żyję, może za mało widziałem, może moja filozofia i przekonania to tylko wielka dziecinada. Żal mi jedynie ludzi, zwykłych obywateli, którzy za sprawą polityków i ich gierek tracą to co najcenniejsze życie.

PS. Na łamach fejsbooka pojawił się wpis, w który autor twierdzi, ze jesteśmy manipulowani przez media europejskie. Niestety mną nikt nie manipuluje bo rzadko oglądam telewizję. Tak samo przeżywam zamachy w Europie czy innym skrawku planety bowiem zawsze najbardziej cierpią zwykli ludzie.

piątek, 13 listopada 2015

Piątek trzynastego czyli kołowrotek ze wszystkim i wszystkimi

www.kartki.pl
Nigdy nie wierzyłem w te wszystkie zabobony związane z trzynastką, czarnym kotem, lustrem czy drabiną.

Śmieszy mnie odczynianie wszystkiego i wszystkich przez wszystkich. A to guzik, a to plucie przez lewe ramię, a to chodzenie do tyłu lub omijanie czegoś tam.

Ludziska w tym momencie tracą głowę.  Taki jeden z drugim po czterdziestce czy pięćdziesiątce, dzieciaty, wnukowaty, na stanowisku a już od drzwi firmy czai się jak partyzant w pokrzywach i sprawdza czy go kurz albo pajęczyna nie przydusi albo O* w cząsteczce tlenu nie obije.

Wystarczy krzyknąć CZARNY KOT a połowa obsady schodzi na zawał, he he he. Latają i odczyniają. A ja się pytam co jest do odczyniania?!!! Kur*a mać chyba własna głupota a robota leży!!!

*****
www.po-mesku.com
_________I TO WIELKA!!!

Nic to, że Pieso zjadł pół laczka chociaż nigdy tego nie robił. Nawet kiedy zmieniał uzębienie.

Nic to, że Pieso wytarzał się dzisiaj tak pięknie, aż kolana miękły i dom do teraz się wietrzy.

Nic to, że Pieso wyczyścił się na mnie. Chociaż sprawdzałem mu gruczoły.

Kapcie się kupi, Pieso już dawno wyprany a ciuchy się piorą.

Chociaż byłem na niego zły to wiem, że każdy z nas ma gorszy dzień nawet Pieso i to w piątek trzynastego.


__________________
*dla mniej wtajemniczonych. Tlen zapisuje się symbolem litery O. Tlen jest gazem więc zapisuje się go jako cząsteczkę czyli O2.

środa, 11 listopada 2015

Ryboki czyli syf, kiła i mogiła

Jak jak mogłem narzekać na brak tematów? Teraz mnożą się jak króliki na Wielkanoc. Choćby dzisiaj, wystarczyło wyjść na spacer z Piesem i voilà. Świeżutki, jeszcze pachnący temacik ryboków.

Tak tak nie pomyliłem się. Nie chodziło mi o rybaka łowiącego owoce morze, nie chodziło mi o wędkarza łowiącego z wszystkimi regułami i zasadami, ale RYBOKA!!! 
Stwora, który jak mniemam istniał już od dawien dawna, jednak od niedawna mam okazję podziwiać go, a raczej to co stworzy. 

Kim jest rybok?
Jest to dowód na wypadek przy pracy Matki Natury. Miał to być kolejny krok w ewolucji homo sapiens tzw. rycerz na białym koniu, ale wyszło co wyszło i z rycerza pozostał mu tylko zakuty łeb.

Wygląd zewnętrzny ryboka.
Rozpoznanie takiego osobnika nie jest trudne. Z daleka widać i czuć z kim ma się do czynienia. Pominę może strój i osprzęt. Gama barw i stylów jest ogromna. Z drugiej zaś strony mogę zrozumieć taki image, gdyż woda jak wiadomo ma kolor mokry.
Jednak kur*a strój uprać można!!! I nie *ebać w całym autobusie martwą rybą sprzed miesiąca!!!

Cechy wewnętrzne ryboka.
Wujcio Freud miał by pole do popisu. Osobnik ten to czysta kwintesencja sobka. Samotny osobnik jest z reguły cichy, stoi to to i śmierdzi. W grupie załączają mu się dodatkowe zwoje uwydatniając cechy krzyżówki pawia z pawianem.
Nadmienić należ, że wszystkie zasady wędkowania taki rybok ma głęboko w doopie. Łapie jak chce, gdzie chce, kiedy chce i na co chce. O karcie wędkarskiej zapomnij.

Czym się żywi rybok?
Schemat żywieniowy ryboka, jak wynika z obserwacji, jest jeden i nie są to ryby bo one idą na handel. Osobnik ten przyjmuje, tylko i wyłącznie, różnej maści płyny okraszone %. Od jabola poprzez najtańsze wódki na rumie na kościach kończąc.

Jak wygląda miejsce żerowania ryboka?
Żerowisko takiego elementu jest dość charakterystyczne. Widać je już z daleka. Niczym altannik, nie obrażajmy zwierzątka, pseudoaltannik buduje swoją siedzibę. Najbardziej oczywiste elementy tego miejsca to walające się wszędzie butelki po % od małpki po litrowego słonia. Elementy zdobiąco-błyszczące: wszelkiego rodzaju folijki, foliówki, pudełka po grubaskach białaskach, zanętach-przynętach. Puszki po piwie, kukurydzy czy pudełka po papierosach to przysłowiowa kropka nad i.
Często zdarza się, że okalające żerowisko krzaki, trzciny zdobione są elementami odzieży od koszul, czapek na majtkach(?) kończąc.

Krótko ujmując SYF, KIŁA I MOGIŁA!!!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Detektyw czyli w poszukiwaniu dojrzewających skorupek

 Wróciłem Ci ja dzisiaj sobie do firmy po dziesięciu dniach labowania i od drzwi dopadł mnie niesamowity, drzwi z futryn wyrywający, okna na oścież otwierający s.m.r.ó.d. 
Co jest kur*wa?! Kulturalnie wyrwało się z ust mych.
Co tak je*ie?! Zawtórowało kolejne otwarcie paszczy.
Odpowiedziała cisza zapadająca niczym mrok po wyłączeniu oświetlenia na korytarzu.
Wiadomo oszczędności.

Niezrażony sytuacją, zacząłem się rozbierać. Po chwili na wpółprzymkniętymi oczami memi, bo smród i tam zaczął się wdzierać, zlokalizowałem wieszak. Idę po wodę, zagadałem do Smroda z nadzieją, że kiedy wrócę fetor odejdzie far away.

Niestety czasami to naiwny jestem jak małe dziecko bo Smrodo odejść nie raczyło a nawet zaostrzyło swoje wyziewy. Kolejna wiązanka, którą podaruję czytającym, poleciała w próżnie bez echa odwiedzi.

Kiedy tak psioczyłem na wszystko i wszystkich. Kiedy przeszedłem w tryb wdrażania się do pracy po przerwie - oczywiście biurko nawiedziła, podczas mojej nieobecności, nawałnica z przemarszem wojsk. Kiedy poszczególne elementy pracy mej zaczęły wracać na swoje miejsce. Dane mi było odczuć Smroda w okolicach szafki na krupy - kto przeczytał kupy? Przyznać się. :)))

Pierwszy wypad w talerzykowato-filiżankowy świat nie przyniósł nic ciekawego. O dziwo wszystko czyste.

Dopiero przy kolejnym podejściu do skoroszytów fetor zaniuchał mnie w nos. Nosz kur*a to stąd jedzie cenzurowałem sam siebie. Tylko gdzie, jak wszystko czyste. Zapatruje się jeszcze raz w porcelanowy świat - czysto jak nigdy. I właśnie to czysto mnie zdziwiło bo za czysto. Do czasu. Wystarczyło przesunąć jedną filiżankę aby rozpętało się piekło.

Wytarmosiłem obiekt cyklonB na światło dzienne. Zieleniejący, z prędkością butów swych, pognałem do konserwatorek powierzchni płaskich, sapiąc z daleka gdzie macie bio!!!

Przy składowaniu obiektu X wyjaśniło się co tak pięknie jechało. Jeśli ktoś ma wrogów w pracy to chętnie podzielę się odkryciem. Były to skorupki z kawałkami jajka, szczelnie zawinięte w woreczek foliowy i pozostawione w cieple od ubiegłej środy. 

Gratulacje i brawa dla sąsiada z biurka obok!!! 

Umarłego by na nogi postawił.

niedziela, 8 listopada 2015

Armagedon czyli bunt sprzętu

Dzisiaj będzie krótko bo sprzęt raczył się zbuntować a pisanie z poziomu komórki zakrawa na czysty masochizm. Po wstukaniu kilku słów na wirtualnej klawiaturze widzę, że nie będzie lekko. Wkur*iający T9 uważa się za jajo, co od kury nosicielki jest mądrzejsze,i co chwila podmienia mi słowa. Niestety na ulubionej Lumii nie można tego cholerstwa wyłączyć albo nie dane mi jeszcze było przejść na wyższy stopień wtajemniczenia.

Rację muszę przyznać Adamowi temu od Dziadów, nie mylić z Adamkiem, który w pięknym trzynastozgłoskowcu  - dokładniej Inwokacji - opisuje tęsknotę za tym co utracił. Ech, jakoś pod górkę się zrobiło bez tej całej elektroniki i nudno bo kiedy w tivi nic nie ma to pozostaje chociaż świat wirtualny. A tak to doopa.

czwartek, 5 listopada 2015

Psie sprawy czyli z tytką za pan brat

Biorę się do pisania jaka ta przysłowiowa sójka. Wczoraj już nawet siedziałem z laptokiem na kolanach, ale poddałem się Morfeuszowi i zachrapałem się do rana. Za to dzisiaj za dnia skupić się nie mogłem a temat jest dość przyziemny lub jak kto bardziej woli przydoopny.

Dawno dawno temu, w poetycki sobie sposób, porównałem psie kupy do znaków morsa, którymi usiane są miejskie czy przyblokowe trawniki. W owym czasie kostkę chodnikową nawiedziła gołoledź więc przemierzałem miasto po trawnikach. Działo się to chyba w podobnym czasie, no może bliżej było świąt, jednak po przejściu tych kilku metrów niby zieloną murawą bynajmniej świąt ode mnie czuć nie było. Stan mojego obuwia najlepiej oddawał powagę sytuacji. Krótko ujmując wdepnąłem w nie jedno g. Doprowadzenie się do stanu sprzed zajęło mi trochę czasu i przez kilka godzin nie zatęskniłem do jedzenia.

Od tamtego wydarzenia minęło już kilka lat jednak sytuacja na trawnikach nie zmieniła się a nawet śmiem przypuszczać, po wysłuchaniu fragmentu audycji w radio, pogorszyła się!!!
Moda na własnego pieska jest na fali
jednak moda na sprzątanie po pupilku już nie.
W audycji próbowano dociec kto jest winien i kto powinien sprawować kontrolę a nawet SPRZĄTAĆ. Rozśmieszyła mnie argumentacja pewnej pani, że po psach powinni sprzątać bezrobotni a porządku pilnować policja. W tym momencie, tak sądzę, kilku urzędasów z PUPy dostało zawału bo oczywiście nie mają na to przepisów, żeby bezrobotny podjął się takiej pracy. Sami bezrobotni rzucili mięchem w stylu se kur*a sama g. po psach zbieraj... ja czekam na stanowisko kierownicze a nie będę byle g. się zajmował O DZIWO ZGADZAM SIĘ Z NIMI!!! 
Bo za każdego PUPILA
odpowiedzialny jest jego WŁAŚCICIEL
a nie policja, straż miejska czy bezrobotny.
 Niestety tak już jest w tym naszym pięknym kraju, że moda i pieniądze wyłożone na psa (bo oczywiście musi być z rodowodem żeby sąsiadom oko zbielało) nie przekłada się na wiedzę i kulturę osobistą właścicieli.
Co tu dużo mówić, sam jestem właścicielem Piesa i mam okazję z bliska poznać a nawet poczuć sprawę gdyż aromat tego co on wyprodukuje powaliło by na kolana stado słoni, ale czy kur*a odwracam się od problemu? Nie! Schylam ten swój pierdzielony kark i zbieram efekt uboczny karmy jako jedyny na osiedlu. Kur*a mać korona mi z głowy nie spada!!!

Szkoda, że nie zadziała tutaj efekt domina bądź sławetne wszyscy mają Mambę. Świadomość ludzka jest znikoma. Nie dociera do takich, że z własnej głupoty i lenistwa nawożą miejsca, na których wiosną i latem bawią się ich małe dzieci czy wnuki.

Nadal sprzątanie po psie jest tematem tabu. Problem jest, ale nikt go nie widzi lub udaje, że nie widzi. Często jest też obiektem drwin i głupich śmiechów, kiedy z racji krótkich dni, chodzę z latarką i szukam kupy.

Głupie śmiechy milkną kiedy pada pytanie:
Czy będzie się Pan/Pani nadal głupio się śmiał/a gdy wdepnie w gówno?

wtorek, 3 listopada 2015

Mydło i powidło czyli o wszystkim i o niczym

To już dziesiąty wpis i aż dziw mnie bierze, że jednak znajduję czas na pisanie. Zazwyczaj wieczorem siadam w rogu łóżka z laptokiem na kolanach i Piesem przy boku.
Tak jak już kiedyś wspominałem nie mam przygotowanych wpisów na zapas i w sumie dobrze, bo mogę pisać na bieżąco. Kiedyś praktykowałem tą metodę dość często, ale stwierdziłem, że za bardzo robię się leniwy. Po co pisać jak w poczekalni jest już kilka gotowców.

Dekalog mi dzisiaj strzelił i pierwszy tysiączek za mno. Choć statystyki mnie nie kręcą to jednak miło wiedzieć, że ktoś te moje wypociny i darcie japy czyta. Niestety charakter bloga zmienił się i mam nadzieję, ze nikt z życzliwych mnie nie namierzy. Chyba właśnie komfortu psychicznego brakowało mi w tamtym świecie. Za bardzo analizowałem każde słowo.
O siebie się nie obawiałem
bo w w czterech literach mam
dogryzania życzliwych,
Jednak nigdy nie pozwolę
na głupie uwagi na temat
moich najbliższych!!!
Tematów też się sporo uzbierało. W roboczych kwitnie kilka wytycznych o kolejnych wpisach. Tematy będą rożne i nie tylko o czarnych. Tym na razie odpuszczę  no chyba, że sami z czymś wylecą

A'propos tematów. Kiedy byłem w małym dołku to psioczyłem sam na siebie, że jednak nie zacząłem wcześniej bo byłoby o czym pisać. Studia, pierwsza praca, kurs na prawo jazdy a tak pozostała szara rzeczywistość. Dopiero dzisiaj mnie oświeciło (ja to mam zapłon), że tematy są tylko trzeba wyjść do ludzi. Chociażby dzisiaj, podczas spaceru z Piesem, spotkałem córkę sąsiadów, również na wyjściówce z Piesami-trzema, i zdziwiłem się ogromnie tematami jakie przetaczały nam się podczas pilnowania naszej psiej ferajny
Jednak nie cała gimbaza ma w głowie sieczkę, są jeszcze jednostki, które trzeźwo patrzą na świat, ale o tym może innom razom.

Spoglądam za okno. 
Światło latarni 
wpadło w tonację pomarańczy. 
Gęsta mgła
napływa od jeziora. 
Jest zimno. 
Może z rana powita mnie szadź. 
Uzbrojony w aparat
mam nadzieję
na pierwsze 
mrożone zdjęcia.

Rozbił mi się świat wirtualny
jak tafla lodu.
Składam skorupy z życia
w całość,
jednak zostają szramy.
Jedyne świadectwo
tego 
co było kiedyś.

******
tu był tekst, który zniknął
******

Ktoś z bitowej góry daje znać, że dzisiaj mój czas już dawno minął. Kończę bo jeszcze przez przypadek kliknę gdzie nie trzeba i całe to moje dzierganie pójdzie się... myślicie, ze to nie możliwe... to spróbujcie pisać w pozycji półleżącej będąc oślepianym światłem z minilapki podpiętej do laptoka i przygniatanym kilogramami futrzaka...

niedziela, 1 listopada 2015

Pierwszy jedenasty czyli Czarny znowu atakuje

Niesmak, tak mogę określić dzisiejszy dzień. Niesmak jak po przepiciu. Nie, kac to nie jest. Bardziej stawiałbym na trampka po kilku godzinach sam na sam z sedesem. Kiedyś wspominałem jak wkur*ia mnie to całe zamieszanie ze zniczami, skarbonkami na seminarium czy pierdylionem przepychających się ludzi.

Jedynie co w tym dniu daję mi chwilę wytchnienia to godzina lub dwie przy grobie. Czarny w tym czasie odprawia swoje czary mary, ruch zmniejsza się i można we względnym spokoju wspominać bliskich.

Niestety w tym roku Czarny przeszedł sam siebie. Jego kazanie polegało na darciu japy jakby w jakiś amok popadł. Myślę, że to nie miejsce i czas na odstawianie takich szopek. Od dawna uważam, że cały ten ceremoniał to słowa ubrane w próżnię, które tak na prawdę nie oznaczają nic.

Z zadumy wyrywały mnie co chwila strzępki krzyków... memento mori grzmiało i powracało gnane echem. Średniowiecze się komuś marzy i inkwizycja wyrwało mi się samoczynnie. Chwila zadumy została utracona i nie pozostało nic więcej jak wsłuchiwanie się w słowa ociekające jadem. Ot chrześcijanin w całej okazałości, zamiast chwili zadumy i wyciszenia, ślina ociekająca jadem wpadająca w mikrofon.

...nie ma kto trumny nosić... teraz to się firmy wynajmuje, które za ludzi zrobią wszystko...jeszcze trochę to nie będzie kto miał kwiatów nosić czy nad grobem płakać. 
Przepraszam bardzo a kto na to pozwala ludzie czy Czarny? Z drugiej strony chyba po coś były budowane cmentarne kapliczki i chłodnie aby ułatwić ten trudny okres żałobnikom. Oczywiście na te budowle szły pieniądze parafian.

Kiedy jednak dojechał do szacunku do osoby zmarłej to aż mną zatrzęsło. Jaki oni - Czarni - mają szacunek? Dla nich liczy się tylko mamona!!! Uczestniczyłem w wielu pogrzebach i każdy kolejny to w moim odczuciu odbębnienie roboty.
O jakim szacunku maił na myśli? Chyba o szacunku do mamony i dojeniu rodziny z kasy na każdym kroku. Za pogrzeb płać, za grób płać, za msze za zmarłego płać, Wszędzie tylko daj i daj. Oto szacunek do zmarłego.

sobota, 31 października 2015

Halloween czyli sieczka w głowie

Nie mogę zrozumieć szumu wobec kolejnych popierniczonych obyczajów. W szeroko pojętym D mam to, co na ten temat sądzi czarna mafia, wiadomo złodziej nie lubi konkurencji. Dla mnie to jest tylko wyciąganie kasy od ludzi. Nie czarujmy się. Halloween czy Walentynki służą tylko jednemu, nabijaniu kabzy producentom i sklepom.

Powala mnie również brak wiedzy u uczestników zabawy. 
W uwielbianej przeze mnie Ameryce organizowane są domowe imprezy. Sąsiedzi wcześniej kupują słodycze, którymi obdarowują przebierańców-dzieci. Powstają na tą okazję farmy strachu czyli specjalne straszne scenerie, które można zwiedzać.
Halloween
to nie latanie po domach i sępieniu słodyczy.

Oki, mogę zrozumieć domowe imprezy dla znajomych i cyrk z przebieraniem. Zrozumiem grupę znajomych, którzy dla swoich dzieci organizują całą tą maskaradę. Taką zamkniętą imprezę mogę zrozumieć. 

Niestety nie mogę zrozumieć jednego. Potrafimy zadziwić świat odkryciami czy osiągnięciami a nie potrafimy zakminić reguły, że omija się nieudekorowany dom i nie robi się rozpierduchy na całej posesji tylko dlatego, że nie dostało się CUKIERKA!!!

I jeszcze jedno na koniec: jak dorwę jelenia, który upierniczył mi drzwi to... nogów w doopie już nie ma!!!

wtorek, 27 października 2015

Ale się nachapałem czyli jak na prawdę wygląda praca w komisji

Dopiero dzisiaj mam siłę pisać. Niestety widzę, że się starzeję bo z wiekiem coraz trudniej wrócić mi do rzeczywistości po zarwanej nocce. Zacznijmy jednak od początku.

Zawsze ciekawiło mnie jak ludzie dostają się do takiej komisji wyborczej? Sądziłem, o ja naiwny, że są to pracownicy urzędu oddelegowani do tego celu. Dopiero od kilku lat wiem jak to wygląda. A o całym uroku pracy, tak bo jest to praca-zapier*ol, miałem okazję się przekonać na własnej skórze. Niestety z moim zezowatym szczęściem zazwyczaj odpadałem podczas losowania komisji, bo oczywiście chętnych było więcej niż stołków. Startowały całe rodziny jakby to był niedzielny wypad do supermarketu. Widać nowe trendy się rodzą tylko szkoda, że wybory są tak rzadko.

Oczywiście przy tym całym komisjowaniu nie obyło się bez szpilki wbitej w siedzenie z zazdrości. Ludziom to zawsze mało, chapali by i chapali a na koncie literki w rubryczkach pękają bo takie tłuste. W sumie to dobrze, że żadna zazdrosna paniusia nie jest w komisji bo tutaj trzeba na prawdę zapierniczać a pieniądz taki sobie.

Zatem jak to na prawdę wygląda:
  • pierwsze spotkanie (ukonstytuowanie się komisji) - zazwyczaj w takich godzinach, że trzeba albo urlop rozpisywać na godziny, albo zwalniać się i odrabiać,
  • drugie spotkanie (szkolenie i tony ustaw do czytania) - również robione jest do południa i opcja zwolnienia lub urlopu z pracy gwarantowana,
  • piątek przed wyborami - jazda zazwyczaj własnym autem po karty do głosowania. Pierwsze starcie o stolik żeby można było gdzie przeliczyć karty. Kolejny, w zależności od pełnionej funkcji: liczenie kart bądź bieganie po pieczątkę, której pilnować trzeba jak oka w głowie bo inaczej prokuratura na głowie, dochodzenie i multum nieprzyjemności. Diety, bilety, materiały, broszury i inne pierdoły. W zależności od wyborów od trzech do pięciu lub lepiej worów.

    Pakowanie tego wszystkiego do auta i jazda do szkoły, przedszkola, szpitala - w zależności gdzie jest punkt wyborczy. Ponowne liczenie kart, składanie w depozycie, kolejne telefony do urzędu, szykowanie punktu wyborczego. Kur*a ile to urna potrafi ważyć i zazwyczaj jest gdzieś w piwnicy!!! Zasada jest taka im więcej zrobisz w piątek tym mniej pracy w niedzielę.
  • niedziela w dzień wyborów - pobudka o piątej rano lub wcześniej, prze szóstą na sali. Zamykanie urny, stemplowanie jej. Stemplowanie kart. I latanie bo o siódmej trzeba lokal otworzyć.

    Dalej to już standard czyli użeranie się z ludźmi i tłumaczenie dlaczego tutaj nie może głosować. Wysłuchiwanie, że ten a ten to złodziej, dlaczego nie może dostać nowej karty bo się pomylił i takie tam. A to wszystko bez nerw chociaż mała piła spalinowa w kieszeni się otwiera!!!

    Po 21
     zaczyna się kolejna zabawa z liczeniem głosów. Jeśli ekipa jest zgrana to praca idzie, gorzej jak trafią się paniusie tutaj już tylko albo *ebać albo odstawić takie w kąt bo tylko prace utrudnia.

    Dobrze jeśli wszystko się zgadza bo można protokoły drukować, pakować wszystko z powrotem do worów, ale nie jak kto chce tylko według wytycznych a te za każdym razem są inne.

    Protokół podpisany, pakowanie do auta i hej do urzędu.
  • w urzędzie różnie. Czasami załatwi się wszystko w pól godziny, a czasami czeka się godzinami. Kiedy w końcu protokół zostanie przyjęty, wszystkie wory zdane, pieczątka zdana, protokół podpisany można jechać do domu. 
  • dom, godzina druga albo czwarta rano. Jeszcze tylko zwierzaka wyprowadzić na małe podlanie krzaczka i spać.
    Koło ósmej telefon do pracy, że jednak się nie przyjdzie bo jest się zgon.
Mniej więcej tak wygląda praca w komisji. Pomijam jakieś ekstremalne przypadki.

Ile z tego się ma?
Zależy od wyborów, tym razem był 160 zł.

Czy narzekam?
Nie!!! Pracy się nie boję a kasa mi nie śmierdzi. Zawsze wpadnie parę groszy.

Więc o co kaman?
Kaman do tych, którym się wydaje, że tyle kasy za siedzenie się dostanie. Dla mnie to i tak dużo. Będzie na spłatę debetu lub nowe buty do pracy.

Paniusie następnom razom niech sobie przemyślą głupie uwagi na temat chapania. 
Taka jedna z drugą doopy by nie ruszyła
bo stołkoza już w najwyższym stopniu rozwoju je dopadła.

piątek, 23 października 2015

Nie dla idiotów czyli idę głosować

Spieszę się bo od północy mamy ciszę wyborczą więc morda w kubeł. Choć jak znam nasze realia to znajdzie się moher czy inny psychol, który i tak będzie robił nagonkę. Kur*a ten kraj to chyba dopiero bomba atomowa wyprostuje.

Ale nie o tym miało być - 
miało być o pójściu na wybory. Tylko mnie z moherem i im podobnymi nie porównywać bo ponoć oni sami robią nagonki. Dla mnie pójście na głosowanie, o czym już wspominałem, to obywatelski obowiązek. I nie boję się tego powiedzieć! 

Kiedy rozmawiam ze znajomymi to słyszę często: nie idę bo nie mam na kogo głosować, nie idę bo i tak się nic nie zmieni. Dla mnie jest to tłumaczenie sześciolatka dlaczego koło nie ma rogów.

Idę i głosuję, choć jestem bezpartyjny, bo kur*a z czystym sercem i podniesioną głową mogę potem krytykować rządzących!!!

czwartek, 22 października 2015

Cisza w eterze czyli koniec z tym całym medialnym szumem

Widzę, że z tym ostatnim postem to trafiłem jak leśnik gołą doopą o sosnę. No nic, mam nadzieję, że komentarze dotyczyły pierwszej części wpisu bo inaczej to idę sprzęt sprzedać i w ziemiance zamieszkać. :))

*****
Oby do piątku, oby do północy i koniec medialnego szumu. Wreszcie!!!
Przyznaję, poświęciłem się i to nawet bardzo. Któregoś dnia przysiadłem i owe spoty wyborcze obejrzałem. Obejrzałem to jednak za duże słowo, przysłuchiwałem się im wybrzmiewa lepiej. W tivi leciał cyrk a ja poprzez komórkę zagłębiony byłem w necie. Jednak docierały do mnie ich próby przeciągnięcia mnie na ciemną stronę mocy. ;)

Nie jestem związany z jakąkolwiek partią. Jednak jako obywatel uprawniony do głosowania mam obowiązek, choć w jak najmniejszym stopniu, zapoznać się programami poszczególnych partii. Tak, była to dla mnie wielka męczarnia. Moja filozofia życia oparta jest na innych założeniach niż ta polityków - moja jest bardziej realna i słowa przedkładają się na czyny. Jak coś komuś obiecuję to dotrzymuję obietnicy. Proszę nie mylić tego z obowiązkami domowymi, bo tutaj każda sprawa musi zostać rozpatrzona oddzielnie a czyny muszą nabrać mocy sprawczej.

Nie zamierzam wgłębiać się i rozbijać na drobne wszystkich rewelacji jakie obiecują kolejne partie. Dziecko nie jestem, tym bardziej omamić się nie dam i zdanie mam wyrobione. Niestety nadal domek z Wiejskiej kojarzy mi się z dżemem i pieprzem bo jeden pieprzy a reszta dżemie.

wtorek, 20 października 2015

Reklama i autoreklama czyli chwalmy co dobre, chwalmy co nasze

Dzisiaj nie zanudzam tematem czarnej mafii, do którego prędzej czy później i tak wrócę. Jak wiadomo, historia lubi się powtarzać, niczym bumerang z reklamy pewnego banku. Nie powiem jakiego banku bo jeszcze mi nie zapłacili. Za to bardzo chcę zareklamować pewien, o dziwo, sklep internetowy magic-tweet.com, który rozsyła motyle

O tym sklepie dowiedziałem się przez przypadek na fejsie, polubiłem ich i jako szczęśliwiec, w ramach promocji sklepu, otrzymałem darmową przesyłkę mojego tweeta. Z tej okazji, chciał nie chciał, oberwało się Żonce, która w sobotę otrzymała anonimową przesyłkę ode mnie (skleroza ze mnie bo zapomniałem o tym).

Na czym polega zabawa w magic-tweet'a?
Zabawa w magic-tweet'a polega na anonimowym wysyłaniu zabawnych wiadomości do znajomych. Wiadomości, które potrafią zaskoczyć motylkiem.


Jak mogę wysłać magic-tweet'a?
  1. Wchodzimy na stronę magoc-tweet.com.
  2. W formularzu, po prawej, wpisujemy: treść naszej wiadomość, wybieramy kolor kartki i kolor motyla (klikając na żółty napis kolor motyla). Następnie podajemy nasz adres mailowy.
    Klikamy przycisk Dalej.
  3. W kolejnych polach formularza wpisujemy dane adresata, wybieramy opcję płatności, akceptujemy regulamin i wyrażamy zgodę na przetwarzanie naszych danych osobowych (pola z gwiazdką).
    Klikamy Zamawiam i płacę.
  4. Po dokonaniu transakcji magiczny motylek zostaje wysłany do adresata.
Jak można sprawdzić kto przysłał mi tweet'a?
Wystarczy zrobić zdjęcie przesyłce, którą otrzymałeś i opublikować je na facebook.com lub twitter.com oznaczając #magictweet. Anonimek, który wysłał wiadomość na pewno się odezwie.

*****
Była reklama to teraz trochę autoreklamy. :))
Chciałem serdecznie zaprosić do polubienia bloga postscriptum-fotoblog.blogspot.com.
Blog (fotoblog) ten, jak sama nazwa wskazuje, to kronika zdjęć pewnego amatora fotografa.
Nie jest to może fotografia z górnej półki, obarczona tonami obiektywów, a jedynie zabawa.
Po prawo znajduje się banerek.

Nowy projekt

...oto mój nowy projekt. Teraz niech przemówi obraz...

...wystarczy kliknąć w obrazek...

niedziela, 18 października 2015

Szable w dłoń czyli pierwszy wpis antymoherowy

Miało być o czymś innym, ale ta sprawa nurtuje mnie od kilku dni, dokładnie od piątku, kiedy to stałem się posiadaczem dowodu na kolejne zagrywki rydzyków i całego tego tałatajstwa, któremu z mózgu już dawno została sieczka a próchno uszami się sypie

Telewizornia a dokładniej same wiadomości oglądam rzadko. Już od kilku miesięcy mam wyrobioną opinię i wiem na kogo chcę oddać głos w najbliższych wyborach. Nie oglądam całej tej dżungli, małpiego gaju w wykonaniu nierobów z białego domku.

Najbardziej rozpierda**ją mnie spoty w wykonaniu partii małego gościa, które próbują utrwalić w takim małym moherowym móżdżku afery z udziałem kelnerów, goldów i żetonów od automatów. No i co, że się działy jak teraz te same mordy śmieją się ludziom w twarz i obiecują lepsze czasu. Jedni i drudzy siebie warci!!!

Kiedy rana trafiam przez przypadek na jakieś spoty, bo kanał z muzyką gdzieś między tym tałatajstwem jest zacumowany, to widzę dwie opcje jakie nas czekają. Jedno P, to krótsze z nazwy, obiecuje śmiejąc się nam w twarz - wybierzcie nas a nadal będziemy was dymać. Za to drugiemu P, temu dłuższemu, marzy się powrót do średniowiecza, stosy i krucjaty krzyżowe.

Myślicie, że przesadzam z całym tym średniowieczem i krucjatami. To zobaczcie sobie to. Zobaczcie jak moher szykuje się do walki, kur*a, szable w dłoń. A najbardziej w  tym wszystkim wkur*ia mnie wykorzystywanie symboli, które dla wielu starszych, normalnych, osób kojarzy się z czymś innym.

Tak wyglądają rozmowy katolickich rodzin. Zatem biję brawo. Nic tylko habit szyć!!!

sobota, 17 października 2015

Nowa fryzura czyli efekt pijanego fryzjera

Mam hopla na punkcie włosów i nie ma takiego bata, żeby mógł mnie powstrzymać przed wizytą w czeluściach fryzjerskich. Co do fryzury to od kilku lat obowiązuje ta sama - bardzo praktyczna, mało szczotkę molestująca.

Mój osobisty Nożycoręki od włosów sprawował się bez zastrzeżeń, niczym  silnik Diesla - zasuwał aż miło przy czym mało palił za swoje usługi żądał. Za gupio dyche łepetyna lśniła jak po woskowaniu. Co nie oznacza, że cięty (tym bardziej wcięty) byłem na łyse kolano. Co to, to nie. Już tam w domu wałki po pokoju, głowie, by latały a i spanie na wycieraczce czekało. 
zawsze jeżol 
a'la G.I. Joe.
Tym razem wszystko zawiodło. Instynkta osobiste poszły w pi...du. Wzrok zmętniał mnie był jakby rutinoscorbinu mu zbrakło. Dopiero kiedy zacumowałem we fotelu, spięty prześcieradłami, doleciał mnie bełkot fryzjera. Kuwa...kasztanów mam...siedem...no siedem...a było... ile było?, do dziś nie wiem. Włos na grzbiecie zjeżył się, derma w pośladki paliła niczym usiana igłami. Ogłupiały siedziałem...zamiast spier... lać w siną dal.

Po godzinie, godzinie!!!, molestowania grzebieniem, machania golarką przed oczyma memi, przyklapywania obwisłą ręką tego co jeszcze na głowie przed katuszami zwiało. Uwolniłem się. Pierwszy wgląd w lustro... chyba nie jest źle... grunt to się od fryzjera uwolnić... włosy w domu umyć i... się ułożą. Zawsze się układały, ale nie tym razom.

Suszę tę moją łepetynę, z wiatrem i pod wiatr. Oczu na lustra nie podnoszę co by mnie jakaś zdziwka nie powaliła na dywanik łazienkowy. W końcu, koniec dmachanka ciepłym powietrzem. Klejnoty w garść i oczy wyżej...o kur*a poleciało przez drzwi ku kuchni. O kur*a mać!!!

Tu pieje, tam pieje a między tym wszystkim dolina. Fryz lepszejszy jak po spotkaniach owej suszarki z wanna pełną wody. Jak tu do ludzi wyjść? Jak nic zlinczują za sam wygląd. Jak tu do pracy leźć. Artykuł 52 za samo spojrzenie szefa na mnie. O kaftaniku bezpieczeństwa nie wspomnę.

Pakuję się do smerfa i zapindalam do Tatki sytuację włosy pozostałe ratować. Od drzwi już drę japę czy maszynka sprawna? A Tatko jak to Tatko, ze spokojem, maszynkę mi w łapy wciska i niewinnie mówi no maszynkę chciałeś. Spojrzałem na niego wzrokiem morderczej kobry i wycedziłem na koniec strzyż Waść kur*a mać!!! Wstydu oszczędź...

piątek, 16 października 2015

Widok z okna czyli o głupotach dnia codziennego

Mówią, że woda wrze w każdej temperaturze...ciekawe czy tyczy się to również mnie. Osobnika czwartej albo już i piątej RP. Syfu, który nie wnosi nic w moje codzienne życie.
***
Kiedy przychodzi wieczór, siadam sobie w ciemnym pokoju oświetlany jedynie łuną z pobliskiej latarni i dziękuję, że przeżyłem kolejny dzień nie dając się wydymać jakiemuś urzędasowi, gogusiowi przeprowadzającego ankietę czy słodkiej dziuni z super ofertą dla mnie jako super klienta. Jaki ze mnie super klient? Zapłaciłem dopiero pierwszy rachunek i to z parodniowym opóźnieniem, bo sklerozę to Płodziciel mi w genach przekazał.

Znajomy z Kanady nie mógł zrozumieć naszego, Polaczków, trybu myślenia i załatwiania spraw w urzędach. Dopiero kiedy sam przeszedł piekło zwale dostałem spadek i co dalej zrozumiał...nie, jednak nie. Nie był w stanie pojąć jak to jest możliwe, że państwo, instytucja państwowa czy też najniższe ogniwo w tym szalonym trybiku - urzędas - mają w czterech tłustych literach pomoc szaremu obywatelowi. Ich interesuje jedno, jak wyciągnąć kasę z jelenia, który się na naszym prawie nie zna. Dodam na koniec tej historii, że załatwianie całej sprawy zajęło mu dwa lata.

Ale, ale...odbiegłem trochę od tematu.
Lubię siedzieć po ciemku, patrzeć przez okno i widzieć baranów z pieskami, którzy swoje blakoczące czworonogi wyprowadzają na trawnik sąsiedniego bloku i nawożą go z boskim uwielbieniem. Kopczyk się piękny robi, kupa goni kupę...i tak sobie myślę, że psy to też mają przesrane. Siedzi toto kilka godzin sam na sam z michą, albo dwiema, w metrażu kilku bud (kogo stać na większe mieszkania, kredytu nikt nie udzieli a jak już udzielił to we frankach i kolejne dojenie) i kiedy już nawet pan i władca wróci do domu to sam musi baniak napchać a dopiero myśli o swoim pupilku. Zatem smycz i kilka minut z przyrodą poprzez długość smyczy. Sranie, szczanie i won do domu bo mecz w tivi lub kolejna telenowela.

Siedzę po ciemku. Telewizornia wyłączona. Żal palcem guzik w pilocie molestować. Znów jakieś polityki, nawet nie wiem jakie, drą mordy o jakąś głupotę i wielkich speców udają albo tona reklam z hemoroidami, konarami bez ognia, niebieskimi siuśkami. Wychodzi na to, że tableta dobra na wszystko. Paznokcie, włosy, żyłki w doopce, nerwy i kij wie jeszcze na co. Masz problem to se łyknij pigułę.

Siedzę i sobie rozmyślam o głupotach dnia codziennego...urwa...cały zlew garów na mnie czeka...zatem spadam

czwartek, 15 października 2015

Prolog, czyli co cię nie zabije, to cię wzmocni

Podjąłem decyzję, jaką podjąłem. Pewnie w przyszłości będę żałował swojego paranoicznego podejścia do tej sprawy, ale zmęczyło mnie ciągłe wysłuchiwanie, nasłuchiwanie czy o zgrozo pisanie pod presją czy jakieś bzdety z tego mojego wywnętrzania się nie wyjdą na jaw lub co gorsza nie przybiorą na sile jak jakaś durnowata plotka.
pisanie miało być odskocznią od codziennościa nie chronicznym rozważaniem wszystkich za i przeciw
Czy będzie tak samo? Na pewno nie. Zamknąłem pewien rozdział życia. Mam nowe pomysły, inne priorytety. Co innego mi w duszy gra. Ale będę pisał! Bo brakuje mi tego!!!

Czy będą zdjęcia? Oj tak, dlaczego mam rezygnować z frajdy pstrykania. Dla tych kilku marnych żyjątek, dla których jestem cierniem w d***e. Będą foty!!!

Postawienie od nowa tego co powstawało przez kilka lat, na pewno, zajmie mi trochę czasu. Lecz bez pisania się nie obędzie a to wszystko dzięki  Wam.

PS. Też nie przyjąłem do wiadomości zakończenia zabawy z bloggerem. 

środa, 14 października 2015

Ostatni wpis

...niestety tak się to wszystko układa, że dochodzimy do miejsca, w którym trzeba powiedzieć koniec. Dziękuję wszystkim za te cztery lata - jak to się dziwnie złożyło, start i finisz w październiku...

...trudno się rozstawać, ale ... no właśnie ... na zakończenie powiem tylko tyle, że na pewno jeszcze się spotkamy, kiedyś...

...mała prośba z mojej strony - wiem, że czytało mnie sporo osób - zostawcie wpis w komentarzu - swoje imię i miejsce skąd jesteście...

wtorek, 13 października 2015

Koniec?

(...)
- Chodźmy!
- Dokąd? - spytał Puchatek.
- Wszystko jedno dokąd - rzekł Krzyś.
***
I poszli, trzymając się za ręce. I dokądkolwiek pójdą i cokolwiek im się zdarzy po drodze, mały chłopczyk i jego Miś będą zawsze bawić się wesoło ze sobą w tym Zaczarowanym Miejscu na skraju Lasu. (A.A. Milne - Chatka Puchatka)

osiągnąłem metę. 
Przede mną widnieje szarfa 
z napisem koniec
Nie wiem 
czy odkładanie 
tego faktu,
na czas bliżej nie określony,
ma jakiś sens. 

Powoli zamykam
rozdział z życia.
Stalówka pióra
stygnie
w szufladzie.
W kącie 
cichnie
stukot klawiszy
laptopa.

Zatem to

koniec.

Świat skurczył się

do rzeczywistości.

Niestety
czas
bezlitośnie pędzi do przodu.
W pogardzie mając
dramat
blogera.

Do zobaczenia
niemymi literami
przemawia 
odbicie 
komputerowym ekranie...

...do zobaczenia...

czwartek, 8 października 2015

No i znowu

...nie wiem gdzie ręce włożyć. Czy w ten projekt spojrzeć czy w inny...a może ten nowy rozpocząć bo jak znam życie to i na niego przyjdzie czas i pora - czas krótki a pora na wczoraj. Powoli zaczynam wierzyć w reklamy...hmm to bym pojechał...zaczynam wierzyć w niektóre przesłania płynące z reklam...bo jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego...i tak zaczynam się czuć jak ten środek uniwersalny na wszystko. Nic tylko czekać jak mnie w promocji na tv shopie wystawiać będą za jedyne coś tam coś tam dziewięćdziesiąt dziewięć groszy. Będę prał, gotował, sprzątał, w między czasie śmieci wyniosę, zakupy przyniosę - ot robocik od wszystkiego  a projekty leżą...

...rzucanie kur*ami też nie przynosi zamierzonego celu. Widać kogut za cienki aby kura mocy sprawczej nabrała. Z drugiej strony może i bym się wziął ogarnął, ale na sępy krążące nade mną to ja wpływu nie mam. I jak znam życie szybko pożrą moje dobre serducho...a kto oberwie? JA. Zatem od dzisiaj biorę sobie do tego właśnie serducha maksymę...jak masz miękkie serce to musisz mieć twardą doopę...i taki będę nieprzystępny, małpa wredna...SubZero z Uciekiniera...a może nie bo on z kosą w plecach skończył czy jakoś tak...

...SubZero - gościu po prawej...
...ale żeby nie było, że tylko pracą żyję, bo tak do końca nie jest...to muszę donieść, że bardzo się ukulturalniamy razem z Połówką. W poniedziałek braliśmy udział w wystawie prac plastycznych Pań biorących udział w projekcie Lato ze sztalugą zorganizowanego przez Stowarzyszenie ONA,..





...i tak w sumie co drugi dzień jak nie z kulturą to ze ścierką, zatem oby do piątku...

wtorek, 6 października 2015

Skansen w Szymbarku (*) cz. 2

...dom trapera kaszubskiego z Kanady - drewniana chata zbudowana została przez pradziadów Edda Chippiora - Marianna i Augusta Szczypiorów z Sierakowic, którzy do Kanady wyjechali w 1858 roku i osiedlili się w prowincji Ontario...
...Emigranci wypływali z Bremen i Hamburga by po długich miesiącach rejsu w trudnych warunkach dotrzeć do nowego lądu. Tam w borach Kanadyjskich otrzymali teren, na którym rósł gęsty dziewiczy las, otoczony wzgórzami skał i wielkimi jeziorami...
...każda z pierwszych rodzin otrzymała 200 akrów ziemi. Pierwszym warunkiem by przeżyć było zbudowanie drewnianych chat, w których z początku mieszkali z dobytkiem i inwentarzem. Przez całe życie ciężko pracowali przy karczowaniu tajgi i czyszczeniu ziemi z kamieni, na której potem budowali swoje nowe skromne chaty i zagrody...



...dom z Adampola (miejscowość w Turcji). Osada, z której dom został przywieziony do Szymbarku, powstała w 1842 roku. Nazwano ją „Adampol” na cześć swego założyciela księcia Adama Czartoryskiego, męża stanu i wybitnego polskiego działacza niepodległościowego...
...obecnie mieszka w niej około 600 osób, w tym około 100 Polaków, do dziś mówiących w ojczystym języku. 
Dom powstańca polskiego z Adampola stanowi dopełnienie idei budowy domów wszystkich grup Polaków, którzy z różnych powodów musieli opuścić swój rodzinny kraj...


...bunkier Gryfa Pomorskiego, zrekonstruowany jeden z bunkrów należących do TOW Gryf Pomorski... 
...zebrano w  nim wiele oryginalnych elementów wyposażenia, jak i osobistych pamiątek, przechowywanych pieczołowicie przez Gryfowców...
...do zrekonstruowanego bunkra prowadzi podziemny tunel, z którego przechodzimy do obszernej otuliny właściwego bunkra. Może ona pomieścić ponad 60 osób. W bunkrze przeżywamy „prawdziwy” nalot, dzięki specjalnym efektom akustycznym...

...dom do góry nogami, ta budowla ma być alegorią współczesnego świata, w którym tradycja i system wartości zostały postawione na głowie. Niestety nie udało mi się go zwiedzić, ach ten błędnik. Wystarczyło kilka kroków a przypomniały mi się śledzie z 30 lutego...

...kościółek św. Rafała. Św. Rafał Kalinowski był powstańcem styczniowym i członkiem powstańczego Rządu Narodowego. Skazany na karę śmierci, został ułaskawiony i zesłany na Sybir. Po powrocie do kraju wstąpił do zakonu karmelitów bosych, umarł w opinii świętości w 1907 roku w Wadowicach...

...pamiątki znajdujące się w kościółku: belka z Kołymy, z ogrodzenia sowieckiego łagru, z resztkami drutu kolczastego; oryginalne elementy bunkra gryfitów, przekazane przez byłych żołnierzy Gryfa Pomorskiego; 180-letnie ławki z sanktuarium Matki Bożej Królowej Kaszub z Sianowa; ściana prezbiterium zbudowana jest z drewnianych elementów XVIII-wiecznego domu Sybiraka; Belki z Jasnej Góry, pamiętające obronę Częstochowy w okresie potopu szwedzkiego; ponad trzystuletnie belki z Wyspy Spichrzów w Gdańsku. Poza pamiątkami z drewna, oddającymi ducha całego Centrum, w kościółku znajdują się symboliczne kamienie(...)kamień z pierwszej archikatedry na Wawelu, kamień z pierwszego ołtarza romańskiego z archikatedry w Gnieźnie, kamień z fundamentów siedziby Mieszka I na Ostrowie Tumskim w Poznaniu czy kamienie z fundamentów Zamku Królewskiego w Warszawie. Jest tu także kamień z Giewontu, spod krzyża, do którego podążają najdłuższe w Polsce pielgrzymki...


...największy fortepian świata, instrument został wykonany metodą tradycyjną, zgodnie ze sztuką budowy organów wzorowanych na najstarszych organach w Polsce, znajdujących się w Kamieniu Pomorskim. Konstrukcję drewnianą instrumentu wykonał rodowity Kaszuba - mistrz stolarski Witold Recław z Brodnicy Górnej gm. Kartuzy, a błysku nadał mu mistrz lakiernictwa Marek Bluhm z Nowej Sikorskiej Huty, gm. Stężyca... 
..Stolëmòwi Klawér oparty jest na 6 nogach, na których umieszczone są portrety wybitnych muzyków zasłużonych dla polskiej kultury – Fryderyka Chopina, Stanisława Moniuszki, Ignacego Jana Paderewskiego, Mieczysława Karłowicza, Karola Szymanowskiego, Henryka Mikołaja Góreckiego...


Podsumowanie:
  • cena: wejście do Skansenu kosztuje 18 zł dla osoby dorosłej. Zniżki dotyczą jedynie dzieci do sześciu lat. Brak zniżek dla emerytów...
  • wrażenia: do dziś mam mieszane uczucia po wizycie w tym miejscu. W jednym miejscu należy zachować ciszę (tabliczki informujące o tym) - dom Sybiraka, Łagry, Kościółek - aby w innym oddać się żartom - dom do góry nogami...
  • gastronomia: przykro to przyznać, ale cena nie przekłada się na jakość i ilość jedzenia. Brak kuchni regionalnej. Lepiej wziąć swój prowiant aby później nie mieć rewolucji żołądkowych...
  • pamiątki: sklepik jest i owszem, ale jak zwykle...
* Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku (CEPR)

poniedziałek, 5 października 2015

Skansen w Szymbarku(*) cz.1

...nasz pogodowy Krecik niczym szaman zarzucał od kilku dni wieści o dobrej pogodzie. Słonecznej, dwudziestostopniowej iście wiosennej. Zatem na wyższym szczeblu zapadła ważna informacja by udać się do domku co na głowie stanął, bagatela trzysta kilometrów od naszego domiszcza, w Szymbarku...

...droga oczywiście nie mogła obyć się bez przygód i jak zwykle nadrobiliśmy kilkadziesiąt kilometrów. Niestety tym raz nie padło sławne (k.w.a) asfalt się skończył...

...Skansen położony jest w lesie szymbarskim (w jednym z najładniejszych turystycznie miejsc w Szwajcarii Kaszubskiej). W tym szczególnym miejscu można poznać historię, język i kulturę Kaszub, ale nie tylko...

...pierwszym obiektem, który wita turystów jest Statua Światowida Kaszubskiego. Światowid był najważniejszym bóstwem Słowian, a jego kult znany był na Pomorzu. Jednak kaszubska Statua swoją symboliką nawiązuje do cech Kaszuba, czyli: religijności, pracowitości, patriotyzmowi i uporowi...

...drewno ukochany budulec Kaszubów doczekał się podwójnego rekordu Guinnessa. Najdłuższe deski świata o długości 36,83m (rekord pobity przez Niemców) i 46,53 m (2 czerwca 2012) oraz Stół Noblisty (długość: 35 m, waga: 6 ton, objętość: 7 kubików, ilość miejsc: 230 osób) powstał z kromy drzewa powstałej podczas cięcia deski...



...Sybirak, drewniany dom przywieziony spod Irkucka (8190 km). Dom wybudowany przez osiemnastowiecznych zesłańców syberyjskich, rozebrany w taki sposób, by nie uszkodzić i nie zgubić najmniejszych nawet detali. Ponownie złożony w Szymbarku.


...między brzozami mieści się, zbudowany według schematu narysowanego przez powojennych zesłańców AK (grupa Borowiczan), model sowieckiego łagru. Mieścił on 144 osoby, w którym od słupa do słupa spano dziesiątkami w tzw. „szychtach”. Na jedną osobę przypadało półtora deski. Jeśli ktoś nie wytrzymywał tych warunków, na jego miejsce pojawiał się ktoś inny...

  

...atrapa pieca grzewczego była także imitacją w tamtej rzeczywistości, gdyż zesłańcom nie dawano drewna na opał...


...stały tam wagony przeznaczone na wywóz do (...). Wybudowano w nie poziomo w środku wysokości drugą podłogę, aby aby można było "napakować" więcej ludzi. 



Dla przygotowania żywności musieliśmy wybierać kartofle z kopców na polu...1 kwietnia wyjechaliśmy do Rosji.



Do jednego wagonu pakowano nas około 50 osób. W środku podłogi był wyrąbany otwór dla osobistej potrzeby naturalnej...




25 kwietnia 1945 roku dojechaliśmy do obozu Białoreck - południowo-wschodni Ural. Nazajutrz mnie i dziewięciu współwięźniów skierowano do wykopania dołu dla pogrzebania zmarłych w czasie transportu (...) Władysław Wicki Prokowo-Kartuzy

...niedźwiedź Wojtek, syryjski niedźwiadek brunatny, który wyrósł na żołnierza 2 Korpusu Polskiego Generała Andersa. Znany był z dużej siły i poczucia humoru. Lubił dobre jedzenie i napoje, które wypijał prosto z butelki. Sięgał po piwo gdy było mu smutno...
...jako żołnierz 22 Kompani Zaopatrzenia Artylerii przeszedł cały szlak bojowy od Iranu, przez Irak, Palestynę, Egipt, do Włoch. W bitwie pod Monte Cassino dźwigał ciężkie pociski artyleryjskie na pozycje...



* Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku (CEPR)